Nagrodą za to jest uśmiech odbierający jego twarzy całą arogancję, dzięki czemu chłopak okazuje się bardzo przystojny. Zdecydowanie powinien zainstalować go sobie na stałe. Tyle że zanim pomyślę to do końca, uśmiech znika. – Zbliżają się urodziny mojej babci i muszę wybrać dla niej jakąś lalkę. – Nie da się wybrać Tłumaczenia w kontekście hasła "Gdyby rzucił" z polskiego na angielski od Reverso Context: Gdyby rzucił się na twoją nogę, przez rok byś się trząsł. Tłumaczenie Context Korektor Synonimy Koniugacja Joachim Brudziński, szef sztabu wyborczego Andrzeja Dudy pewnego dnia podzielił się na Twitterze spostreżeniem, że "Polska bez LGBT jest najpiękniejsza". By zilustrować to piękno, wrzucił Odp: Rozwiódł się dla innej kobiety, ale nie dla mnie. Zgadzadzam się z adiaphora niestety. Mogłam się w to nie pakować. On też zwalił na mnie winę za to wszystko a jeszcze nie tak dawno temu przepraszał, że zaczął; ( A teraz według niego to ja jestem winna, że zadarłam z żonatym. Tylko ja go do niczego nie zmuszałam. Zostawił was kiedyś chłopak? 2011-08-22 11:45:24; Chłopak zostawił mnie dla innej po roku A teraz zarywa do mnie jego przyjaciel.. co mam robic ? 2010-11-27 11:17:12; Mój chłopak zostawił mnie dla innej co ja mam teraz robić? 2011-02-17 22:24:19; Co mam zrobić jeżeli mój chłopak zostawił mnie dla innej? 2010-12-26 20:28:53 1 odpowiedzi. Odkąd zostawił mnie niedoszły nawet chłopak dla innej dziewczyny ( spotykalismy się, ale nic z tego nie wyszło w końcu)jestem bardzo wściekła, rozdrażniona, zazdrosna o każdego, kto się z nimi zadaje. Stało się to już bardzo dawno, bo prawie rok temu. Mam takie stany: Raz jest dobrze i spokojnie, a mała informacja Zobacz 24 odpowiedzi na pytanie: Problemy typu "rzucił mnie chłopak". jak ty byś sią czuł(a) po rozstaniu? czy też uważałał(a) byś że to głupota? rsz5Y. Strony 1 Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź 1 2014-04-22 15:17:10 miisiaa94 Niewinne początki Nieaktywny Zarejestrowany: 2014-04-22 Posty: 6 Temat: chłopak zostawił mnie dla innej Witam. Mam strasznie namieszane w głowie i nie mam pojęcia co mam myśleć. 3 tygodnie temu zostawił mnie chłopak. Znamy się od 4 lat ale dopiero 9 miesięcy temu zaczęliśmy być ze sobą. Starał się o mnie od samego początku jak się poznaliśmy. Choć wydawało się ze byliśmy tylko kumplami to obydwoje skrycie się w sobie kochaliśmy, choć żadne z nas nie zdawało sobie z tego sprawy. Na początku miał dziewczyne dlatego ja się nie przyznawałam do tego ze go lubie, ale gdy raz mu powiedziałam ze podoba mi się jego kolega zrobil się inny.. pytal się co bym zrobila gdyby mi powiedział ze mu na mnie zależy.. wiec raz się spotkaliśmy i mi się przyznal ze od początku mu się podobałam ze kiedy przychodzil do mnie mowiac ze zerwal z dziewczyna chciał zebym jakos zareagowala.. wtedy pierwszy raz widziałam jak placze bo nie wiedział co ma zrobić pytal się mnie czy gdy zostawi dziewczyne czy z nim będę odpowidzialam mu wtedy ze nie wiem bo nie chce cierpieć, chciał nawet wtedy zdradzić swoja dziewczyne, nie patrzyl na to ze był z nia prawie rok. Od tej rozmowy było miedzy nami przez jakiś czas dobrze ale po jakims czasie przestal się odzywac nic nie pisal nie rozmawial ze mna. Bylam zalamana bo nie wiedziałam co się dzieje ale dalam spokoj. Po dwóch latach nie rozmawiania ze sobą zaprosil mnie do znajomych na facebooku, bylam w szoku, po chwili patrze napisał do mnie.. pisaliśmy ze sobą jak starzy znajomi jakbyśmy nie stracili ze sobą w ogole kontaktu.. mowil mi ze nie jest z ta dziewczyna od kilku miesięcy ze zaluje ze z nia w ogole był ale się cieszy ze ma to za sobą. Pisal mi ze ma tam jakas dziewczyne i w ogole. A jak zaproponowałam spotkanie żeby pogadać to zgodzil się bez wachania. Kiedy się spotkaliśmy to było jak za dawnych lat. Powiedział mi ze jednak nie ma dziewczyny ze to tylko jego dobra kumpela. Na koniec spotkania zabral mi cos i żeby mi oddac musiałam go pocalowac. Zrobiłam to niby od niechcenia ale chciałam tego bardzo i to wyczul bo zaczal się ze mnie smiac ze widać ze tez tego chciałam itd. Pod moim domem pocalowal mnie wtedy on, ale to nie były pocałunki takie bo były tylko takie pelne uczuc, nie potrafie tego opisac.. pamiętam to do dziś chociaż minal od tego dnia przeszlo rok, następnie mnie mocno do siebie przytulil i tylko uslyszalam słowa ?w końcu? nie mogliśmy się rozstać no ale trzeba było. Na drugi dzień napisał do mnie jak gdyby nigdy nic, pisal o tym ze się pakuje bo jedzie na studia tylko przez chwile było wspomnienie cos z poprzedniego wieczoru.. i znowu kontakt ucichl.. ja się nie odzywalam i on także.. po miesiącu odezwal się znowu jakgdyby nigdy nic smial się z mojego zdjęcia które miałam dodane z misiem pluszowym ze to on powinien być a nie misiu.. to się zdenerwowałam i mu wszystko wygarnelam. Napisałam mu ze czułam się przez niego wtedy wykorzystana ze po krótkim czasie miał dziewczyne i w ogole. Napisał mi ze to nie jest tak ze chce się spotkać i pogadać.. ze to nie jest rozmowa przez kompa.. wypytywałam się go o co mu chodzi to w końcu się przyznal ze mu na mnie caly czas zależy itd.. miałam się z nim przed swietami wielkanocnymi w zeszłym roku spotkać ale nie chciałam odwolalam spotkanie bo ja wtedy nie wiedziałam czego ja chce a wiedziałam ze on będzie chciał ze mna być.. od tego czasu nasz kontakt znowu się popsul.. raz się z nim spotkałam ale to było takie calkiem inne spotkanie mowil ironicznie żeby go tylko na końcu nie pocalowala ale co mi później jak byliśmy razem powiedział ze wtedy on specjalnie tak poiedzial zebym to zrobila nie wazna dla niego była dziewczyna.. liczyłam się ja.. jak zawsze..pozniej pisal czasami do mnie miał taki moment ze dziewczyna go zdradzila stracil prace i zrezygnowal ze studiow.. był załamany..staralam się go pocieszyć.. znowu nasz kontakt się popsul nie gadaliśmy ze sobą dwa albo trzy miesiące i wtedy to ja wyciagnelam reke napisałam co u niego. Odpisal ze dobrze jest ze ma prace bardzo dobra ze się wszystko układa zaproponowałam spotkanie zgodzil się.. tylko ze mi pasowalo po mojej pracy czyli tak 23 i zapytałam czy mu pasuje on ze nie ma problemu czy tylko mi się będzie chciało a ja ze tak. Spotkaliśmy się znowu było jak za dawnych lat gadka szmatka spotkaliśmy kolege nasze był chwile z nami ale czul ze musi nas zostawić samych.. siedzieliśmy w jego samochodze twarze naprzeciwko siebie on miał zamknięte oczy cos mnie ruszylo i dotknelam reka jego policzka, spojrzał się na mnie takim wzrokiem ze do dzisiaj jak się przypomnę mam ciarki, było to takie spojrzenie którego czegos pragnie cudowne? przez chwile patrzyliśmy sobie w oczy i po chwili mnie pocalowal znowu delikatnie i czule.. od tego momentu byliśmy przytuleni do siebie prawie nic nie mowilismy.. spotkaliśmy się na drugi dzień znowu tak pozno i znowu ta sama sceneria.. tylko mowil mi ze nie chce być moim kolega tylko ja udawałam ze tego nie slysze.. chciałam być z nim ale się balam? spotykaliśmy się takie przez prawie tydzień i tylko wtedy kiedy był w domu bo czasami na kilka dni był w pracy..jak się spotkaliśmy znowu ze znajomymi to zachowywaliśmy się jak para ale nia nie byliśmy.. wtedy on się zdenerwowal i powiedział ze chce być ze mna a ja ze się boje to powiedział ze mam się zastanowić czego ja chce ze on ciagle nie będzie za mna biegal i ze jak będę wiedziała to mam mu dac znac.. zaryzykowałam i mu powiedziałam ze chce z nim być.. i od tego dnia dokładnie 6 sierpnia zaczelismy się ze sobą oficjalnie spotykać.. było cudownie miedzy nami.. dopiero wtedy mi się przyznawal ze jak mielismy się spotkać wtedy przed swietami co go olalam był pod moim domem wieczorem plakal bo nie wiedział o co chodzi.. przyznal mi się ze na studiach kumplom tez plakal i mowil ze ja go nie chce.. był bardzo troskilwy czuly.. po 2tygodniach jak nie szybciej powiedział mi ze mnie kocha, przyznal się ze już wtedy jak się spotkaliśmy co od tego spotkania wszystko się zaczelo to chciał mi powiedzieć ze mnie kocha.. po dwóch miesiącach powiedział mi ze tak naprawdę my kochamy się od zawsze od początku naszej znajomości. Ze teraz jak mnie ma to już mnie nie wypuści.. wszystkim mowil ze jest ze mna szczęśliwy. Mowil mi ze chce mi się oswiaczyc ze jak mi się oświadczy tto nie będzie chciał długo czekac żeby mieć już mnie do końca. Wiele razy się pytałam czy uważa ze ja jestem ta jedyna czy to czuje on ze jest tego pewien ze nigdy do zadnej dziewczyny nie czul tego co do mnie.. były klotnie.. ale zawsze się godziliśmy były momenty ze chciał mnie zostawić ale zawsze wtedy kiedy miał trochę wypite co potem na drugi dzień mnie przepraszal.. chciał zebym w wakacje z nim zamieszkala mowil nawet już o dzieciach wszystkie jego plany były związane ze mna moje zresztą tez .. zerwal ze mna 1 kwietnia twierdzac ze mnie nie kocha już bylam w szoku..nie docieralo do mnie w ogole to co on do mnie mowi.. powiedział ze już od jakiegoś czasu tak jest.. nie wierzyłam.. mowil ze mnie przeprasza ze był ze mna bo myśl ze to się zmieni..ze mu tez jest ciężko ale jest w pracy i musi jakos funkcjonować ze chciał ze mna zerwac dawno ale nie wiedział jak.. dopiero na drugi dzień zaczelam wszystko analizować.. ze to co on mowil nie miało w ogole sensu? nie zachowywal się jak osoba która nie kocha.. ciagle mi powtarzal ze mnie kocha był czuly.. owszem były kłotnie, które mogly być powodem do tego żeby mnie zostawić nie robil tego.. kilka dni przed rozstaniem sam się bal ze chce go zostawić ze on nie chce tego.. dwa tygodnie szybciej jak mu mowialam ze nie powinien ze mna być bo nie mam nic co mogłabym mu dac on do mnie ze mam cos czego żadna inna nie ma jego serce mam ze jestem wyjatkowa bo jestem tylko jego i ze dla niego najważniejsze jest to zebym tylko z nim była.. dla mnie to wszystko nie miało sensu? chciałam się spotkać żeby to wyjasnic na spokojnie.. kilka dni po rozstaniu dowiedziałam się ze z inna jest ze swoja pracownica bo on jest menagerem.. ze niby już od miesiąca to trwa.. zalamalam się? spotkałam się z nim powiedział mi ze jak był ze mna nic takiego nie było a ze teraz co robi to już jest jego sprawa.. na koniec spotkania przytulil mnie do siebie choć mogl wsiasc do samochodu i odjechać jak się go zapytałam czy tak będzie wygladac nasz kontakt to on ze będzie jeszcze dobrze? a dwa dni po rozstaniu dzwonil do mnie o zaplakany ze ojciec wyrzucil go z domu ze spi u kolegi mowilam mu żeby przyjechal do mojej siostry bo ja tez tu jestem tlumaczyl się ze ma wypite a ja ze mu zalatwie transport wahal się ale nie zgodzil się.. zdziwiłam się ze do mnie zadzwonil a gdy mu to wypomniałam nie wiedział co ma powiedzieć.. przecież mogl zadzwonić do swojej nowej dziewczyny.. napisałam do jego innej pracownicy czy to prawda ze ma inna ona ze tak ale trwa to krotko od końca marca.. czyli od imprezy pracowniczej która mieli na pewno.. odbyla się ona w sobote a na drugi dzień jak się z nim spotkałam było wszystko dobrze przytulil mnie powiedział czesc słoneczko czy jestem zla pocalowal i było ok dziwny był w poniedziałek choć jak napisałam mu ze go kocha napisał ze on mnie tez no a we wtorek mnie zostawil.. dowiedziałam się ze w ten dzień jak ze mna zerwal caly dzień plakal przez prawie caly tydzień chodzil zmartwiony.. teraz niby zachowuje się jakby nic się nie stało dla mnie to jest dziwne bo pracowali razem od listopada czy grudnia i teraz nagle razem.. ona za nim jest glupia.. zostawila chłopaka po trzech latach to musiala mój związek zniszczyc? boli mnie to ze po tym wszystkim co razem przeszliśmy on nagle ma inna.. bylam pewna ze to był ten jedyny.. nasze mamy się znaly nasi dziadkowie się znali i jeszcze się okazało ze z profilu przypomina swietej pamięci mojego ojca.. wszystko było tak dobrze! Nie rozumiem tego! Proszę doradzcie mi co mam robi.. 3 tygodnie mija od kad nie jesteśmy razem.. ja nadal cierpie a on niby szczęśliwy z inna.. czy to możliwe ze już naprawdę mnie nie kocha? Ze jestem mu kompletnie obojetna jak mnie kochal tyle lat? Od dla mnie był gotow zrobić wszystko nie wyobrazalismy sobie zycia bez siebie wszystkie nasze klotnie obydwoje ciężko przezywalismy jak chciał przerwy to na drugi dzień jak się z nim spotkałam powiedział ze on nie chce zadnej przerwy i było cudownie.. nie kumam tego.. jak to w ogole możliwe? być dla kogos tak bliskim i nagle być obcym? ? doradźcie mi.. bo nadal mam metlik w glowie i nie wiem co myslec o tym wszystkim? nie zdziwie sie jak nikt tego nie przeczyta.. ale po prostu szukam odpowiedzi 2 Odpowiedź przez ciemna 2014-04-22 22:20:39 ciemna Na razie czysta sympatia Nieaktywny Zarejestrowany: 2013-08-26 Posty: 26 Odp: chłopak zostawił mnie dla innejfajnie, że napisałaś bo kiedyś kiedyś twoja historia będzie drogowskazem dla innych. A teraz powiem ci tak, że on chyba nie jest dojrzały emocjonalnie, nie podoba mi się jego zachowanie i to jak traktuje dziewczyny. Sama zobacz, że jak miał dziewczynę to chciał ją zdradzić z Tobą, a potem cię olał. Mówi ci jak bardzo cię kocha, jaki jest z tobą szczęśliwy i chce zamieszkać, a potem mówi, że cię nie kocha i chciał wcześniej to z tobą zakończyć. Olej chłopa, pokaż, że skoro wybrał inną to niech idzie do niej, a tobie niech da święty spokój bo nie raz zmarnował u ciebie szansę, a ta była ostatnią. Zranił cię i kolejny raz podważył zaufanie. Rozumiem, że teraz strasznie jest ci z tym się ogarnąć, od tak sobie o nim zapomnieć, ale uwierz mi, że wyjdzie ci do na dobre. Urwij kontakt i absolutnie się z nim jak pierwsza bo kryje się pod tym dwa rozwiązania, jeśli cię na prawdę kocha to do ciebie wróci i jak zobaczy że ty go nie błagasz, ani nie latasz za nim, nie piszesz to zrozumie co stracił i będzie sam szukał kontaktu, a jeśli nie zrozumie tego w porę to może być już szczęśliwa w innym i nowym związku. 3 Odpowiedź przez vero_nick26 2014-04-22 22:56:33 vero_nick26 Netbabeczka Nieaktywny Zarejestrowany: 2013-04-23 Posty: 406 Odp: chłopak zostawił mnie dla innejOchłoniesz, to inaczej to przemyślisz, zrozumiesz. Podpisuję się 100% pod postem jego wybór. Niby facet ma już jakies swoje lata, ale oni długo mogą mieć sianko.. Wiem jak ciężko, ale olej dziada, bo on jak chorągiewka na wietrze jest. Albo coś zrozumie (bez Twojego czynnego udziału), albo przepadł lub to jeszcze nie jego czas. 4 Odpowiedź przez white_angel 2014-04-24 16:52:49 white_angel Na razie czysta sympatia Nieaktywny Zarejestrowany: 2014-04-24 Posty: 23 Wiek: 40 Odp: chłopak zostawił mnie dla innej Również uważam, że to wybór Twojego faceta. Onwwybrał inną - możliwe, że popełnił błąd. Ty potrzebujesz czasu i spokoju na poukładanie tego wszystkiego. Nic już na to nie poradzisz. Powodzenia! don't worry be happy 5 Odpowiedź przez miisiaa94 2014-04-27 14:15:22 Ostatnio edytowany przez miisiaa94 (2014-04-27 14:25:15) miisiaa94 Niewinne początki Nieaktywny Zarejestrowany: 2014-04-22 Posty: 6 Odp: chłopak zostawił mnie dla innej ciemna napisał/a:fajnie, że napisałaś bo kiedyś kiedyś twoja historia będzie drogowskazem dla innych. A teraz powiem ci tak, że on chyba nie jest dojrzały emocjonalnie, nie podoba mi się jego zachowanie i to jak traktuje dziewczyny. Sama zobacz, że jak miał dziewczynę to chciał ją zdradzić z Tobą, a potem cię olał. Mówi ci jak bardzo cię kocha, jaki jest z tobą szczęśliwy i chce zamieszkać, a potem mówi, że cię nie kocha i chciał wcześniej to z tobą zakończyć. Olej chłopa, pokaż, że skoro wybrał inną to niech idzie do niej, a tobie niech da święty spokój bo nie raz zmarnował u ciebie szansę, a ta była ostatnią. Zranił cię i kolejny raz podważył zaufanie. Rozumiem, że teraz strasznie jest ci z tym się ogarnąć, od tak sobie o nim zapomnieć, ale uwierz mi, że wyjdzie ci do na dobre. Urwij kontakt i absolutnie się z nim jak pierwsza bo kryje się pod tym dwa rozwiązania, jeśli cię na prawdę kocha to do ciebie wróci i jak zobaczy że ty go nie błagasz, ani nie latasz za nim, nie piszesz to zrozumie co stracił i będzie sam szukał kontaktu, a jeśli nie zrozumie tego w porę to może być już szczęśliwa w innym i nowym co powiesz na to. Dowiedzialam sie ze ta dziewczyna z ktora jest "wkrecila" go niby w dziecko. Wiedziala i sama to komus powiedziala ze na trzezwo on mnie nie zdradzi, kazdy to wiedzial, ale jak sobie bardzo duzo wypije to jest taka szansa. I tak bylo na tej imprezie pracowniczej byl nawalony, ze szok nie ogarnial kompletnie. Dziewczyna ta nienawidzi mnie od poczatku ze szkoly bo chciala byc z pewnym chlopakiem ale on nie chcial bo czul cos do mnie. Msci sie, robi teraz mi wszystko na zlosc. Chce pokazac ze to ona jest teraz gora. Moj szwagier mi powiedzial ze on moze i pokazuje ze wszystko jest w porzadku ze u niego wszystko gra to tak naprawde widac ze cos jest nie tak. A Moj byly chlopak ma strasznie ciezki charakter i potrafi ukrywac uczucia.. To by wyjasnialo dlaczego plakal wtedy kiedy mnie zostawil.. czy mozliwe ze mnie jeszcze kocha, czy ma mnie juz kompletnie gdzies? bo wiem ze kochal wiem, bo to sie po prostu czuje..jak sie go raz zapytalam kiedy mielismy krotka przerwe czy chociaz przez chwile watpil w to ze bedzie miedzy nami dobrze i dalej bedziemy razem, on na to ze NIGDY nie watpil w to, ze by zawsze walczyl..naprawde nie wiem co mam myslec... to wszystko jest takie chore...:( a przez to ze bylo miedzy nami dobrze, obydwoje bylismy szczesliwi nawet jak sie klocilismy to bardziej boli.. bo wiedzialam ze nawet jak sie poklocimy to i tak zadne z nas nie zostawi drugiej osoby.. a tu nagle cos takiego.. cos co w zyciu bym nie pomyslala ze sie wydarzy..:( 6 Odpowiedź przez miisiaa94 2014-05-07 16:29:11 miisiaa94 Niewinne początki Nieaktywny Zarejestrowany: 2014-04-22 Posty: 6 Odp: chłopak zostawił mnie dla innej Mam pytanie..Co sadzicie o takim zachowaniu:Chłopak, który pracuje i na nic niby nie ma zbytnio czasu, pisze do swojego kolegi do ktorego sie zbytnio nie odzywal z zapytaniem co slychac czy robi ognisko to moze wpadne ( to nic ze ten kolega juz kilkakrotnie robil ogniska i jakos zbytnio nie byl tym nigdy zainteresowany) na to mu kolega odpowiada ze tak tylko jego byla dziewczyna bedzie a on na to aha.. to nie wiem... nadchodzi dzien ogniska jego byla dziewczyna siedzi sobie ladnie przy ognisku i nagle patrzy zjawia sie jej byly chlopak ze swoja nowa dziewczyna i kumplem... on stanal kawalek dalej ale tak zeby miec swoja byla dziewczyne na przeciwko siebie jego obecna dziewczyna stala na przeciwko niego ale tak ze tej dziewczyny nie zaslaniala... mial w reku piwo i papierosa (co jego byla dziewczyna zabraniala mu palic) i widziala gdy on sie spojrzala ze on sie tez patrzy... krotko przed ich odjazdem jego obecna dziewczyna go przytulila i po chwili odjechali czyli byli na tym ognisku jakies 20 min moze nawet nie.. kazdy byl zdziwiony ze sie pojawil na tym ognisku i kazdy mowil tej dziedwczynie ze przyjechal specjalnie bo wiedzial ze tam ona bedzie.. po jakims czasie ona napisala do niego (co bylo bardzo glupie z jej strony) czy jest dumny z tego ze sie pojawil. on jej na to ze nie ma przychodzic na jakies ogniska ze swoja kobieta bo ty jestes. i tak jestem dumny. na drugi dzien ona mu napisala ze ma usunac jej numer ze nie chce go znac ze ona zawsze obrywa za to ze chciala wszystko dobrze ze w tym momencie zaluje ze go poznala itd. a on jej na to ze ma sie opanowac ze nie ma wygadywac na prawo i lewo swoich glupot ze nie jest ze mna bo nie chcial mnie ranic i ze to ze maja wspolnych znajomych to nie znaczy ze nie bedzie sie pojawial na imprezach gdzie ja jestem i ze przeprasza ze tak glupio wyszlo wczoraj.. to ona mu odpisala ze ona glupotow nie rozgaduje to on klamie wszystkim ze nie jest ze nia bo niby go zdradziala i ze nie chce go znac.. nic jej nie odpisal.. na drugi dzien pod wieczor dzwoni do niej jego mama ze ma prosbe czy moglaby sprawdzic czy nie ma w domu paragonu za buty ktore razem kupywalismy 8 miesiecy temu (to w ogole bylo dziwne) a ze nie mogla sie z nia dogadac to dala go do telefonu mowiac zeby sie nie rozlaczala a on mowiac do telefonu mial normalny glos jakby nigdy nic i sie zapytal o to samo czy nie mam tego paragonu... no kurde zal.. na jaki grzyb mialabym miec jego paragon do jego butow 8 miesiecy temu...;/ prosze o jakakolwiek opinie... 7 Odpowiedź przez Malinowa79 2014-05-21 14:10:01 Malinowa79 Niewinne początki Nieaktywny Zarejestrowany: 2014-01-20 Posty: 3 Odp: chłopak zostawił mnie dla innejSpróbuj uroku miłosnego u Lilith Black Moon , bo jak widzę nie możesz o nim zapomnieć. 8 Odpowiedź przez shadzara 2014-05-21 20:09:47 shadzara Dobry Duszek Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2013-12-11 Posty: 134 Odp: chłopak zostawił mnie dla innej miisiaa94 napisał/a:Witam. Mam strasznie namieszane w głowie i nie mam pojęcia co mam myśleć. 3 tygodnie temu zostawił mnie chłopak. Znamy się od 4 lat ale dopiero 9 miesięcy temu zaczęliśmy być ze sobą. Starał się o mnie od samego początku jak się poznaliśmy. Choć wydawało się ze byliśmy tylko kumplami to obydwoje skrycie się w sobie kochaliśmy, choć żadne z nas nie zdawało sobie z tego sprawy. Na początku miał dziewczyne dlatego ja się nie przyznawałam do tego ze go lubie, ale gdy raz mu powiedziałam ze podoba mi się jego kolega zrobil się inny.. pytal się co bym zrobila gdyby mi powiedział ze mu na mnie zależy.. wiec raz się spotkaliśmy i mi się przyznal ze od początku mu się podobałam ze kiedy przychodzil do mnie mowiac ze zerwal z dziewczyna chciał zebym jakos zareagowala.. wtedy pierwszy raz widziałam jak placze bo nie wiedział co ma zrobić pytal się mnie czy gdy zostawi dziewczyne czy z nim będę odpowidzialam mu wtedy ze nie wiem bo nie chce cierpieć, chciał nawet wtedy zdradzić swoja dziewczyne, nie patrzyl na to ze był z nia prawie rok. Od tej rozmowy było miedzy nami przez jakiś czas dobrze ale po jakims czasie przestal się odzywac nic nie pisal nie rozmawial ze mna. Bylam zalamana bo nie wiedziałam co się dzieje ale dalam spokoj. Po dwóch latach nie rozmawiania ze sobą zaprosil mnie do znajomych na facebooku, bylam w szoku, po chwili patrze napisał do mnie.. pisaliśmy ze sobą jak starzy znajomi jakbyśmy nie stracili ze sobą w ogole kontaktu.. mowil mi ze nie jest z ta dziewczyna od kilku miesięcy ze zaluje ze z nia w ogole był ale się cieszy ze ma to za sobą. Pisal mi ze ma tam jakas dziewczyne i w ogole. A jak zaproponowałam spotkanie żeby pogadać to zgodzil się bez wachania. Kiedy się spotkaliśmy to było jak za dawnych lat. Powiedział mi ze jednak nie ma dziewczyny ze to tylko jego dobra kumpela. Na koniec spotkania zabral mi cos i żeby mi oddac musiałam go pocalowac. Zrobiłam to niby od niechcenia ale chciałam tego bardzo i to wyczul bo zaczal się ze mnie smiac ze widać ze tez tego chciałam itd. Pod moim domem pocalowal mnie wtedy on, ale to nie były pocałunki takie bo były tylko takie pelne uczuc, nie potrafie tego opisac.. pamiętam to do dziś chociaż minal od tego dnia przeszlo rok, następnie mnie mocno do siebie przytulil i tylko uslyszalam słowa ?w końcu? nie mogliśmy się rozstać no ale trzeba było. Na drugi dzień napisał do mnie jak gdyby nigdy nic, pisal o tym ze się pakuje bo jedzie na studia tylko przez chwile było wspomnienie cos z poprzedniego wieczoru.. i znowu kontakt ucichl.. ja się nie odzywalam i on także.. po miesiącu odezwal się znowu jakgdyby nigdy nic smial się z mojego zdjęcia które miałam dodane z misiem pluszowym ze to on powinien być a nie misiu.. to się zdenerwowałam i mu wszystko wygarnelam. Napisałam mu ze czułam się przez niego wtedy wykorzystana ze po krótkim czasie miał dziewczyne i w ogole. Napisał mi ze to nie jest tak ze chce się spotkać i pogadać.. ze to nie jest rozmowa przez kompa.. wypytywałam się go o co mu chodzi to w końcu się przyznal ze mu na mnie caly czas zależy itd.. miałam się z nim przed swietami wielkanocnymi w zeszłym roku spotkać ale nie chciałam odwolalam spotkanie bo ja wtedy nie wiedziałam czego ja chce a wiedziałam ze on będzie chciał ze mna być.. od tego czasu nasz kontakt znowu się popsul.. raz się z nim spotkałam ale to było takie calkiem inne spotkanie mowil ironicznie żeby go tylko na końcu nie pocalowala ale co mi później jak byliśmy razem powiedział ze wtedy on specjalnie tak poiedzial zebym to zrobila nie wazna dla niego była dziewczyna.. liczyłam się ja.. jak zawsze..pozniej pisal czasami do mnie miał taki moment ze dziewczyna go zdradzila stracil prace i zrezygnowal ze studiow.. był załamany..staralam się go pocieszyć.. znowu nasz kontakt się popsul nie gadaliśmy ze sobą dwa albo trzy miesiące i wtedy to ja wyciagnelam reke napisałam co u niego. Odpisal ze dobrze jest ze ma prace bardzo dobra ze się wszystko układa zaproponowałam spotkanie zgodzil się.. tylko ze mi pasowalo po mojej pracy czyli tak 23 i zapytałam czy mu pasuje on ze nie ma problemu czy tylko mi się będzie chciało a ja ze tak. Spotkaliśmy się znowu było jak za dawnych lat gadka szmatka spotkaliśmy kolege nasze był chwile z nami ale czul ze musi nas zostawić samych.. siedzieliśmy w jego samochodze twarze naprzeciwko siebie on miał zamknięte oczy cos mnie ruszylo i dotknelam reka jego policzka, spojrzał się na mnie takim wzrokiem ze do dzisiaj jak się przypomnę mam ciarki, było to takie spojrzenie którego czegos pragnie cudowne? przez chwile patrzyliśmy sobie w oczy i po chwili mnie pocalowal znowu delikatnie i czule.. od tego momentu byliśmy przytuleni do siebie prawie nic nie mowilismy.. spotkaliśmy się na drugi dzień znowu tak pozno i znowu ta sama sceneria.. tylko mowil mi ze nie chce być moim kolega tylko ja udawałam ze tego nie slysze.. chciałam być z nim ale się balam? spotykaliśmy się takie przez prawie tydzień i tylko wtedy kiedy był w domu bo czasami na kilka dni był w pracy..jak się spotkaliśmy znowu ze znajomymi to zachowywaliśmy się jak para ale nia nie byliśmy.. wtedy on się zdenerwowal i powiedział ze chce być ze mna a ja ze się boje to powiedział ze mam się zastanowić czego ja chce ze on ciagle nie będzie za mna biegal i ze jak będę wiedziała to mam mu dac znac.. zaryzykowałam i mu powiedziałam ze chce z nim być.. i od tego dnia dokładnie 6 sierpnia zaczelismy się ze sobą oficjalnie spotykać.. było cudownie miedzy nami.. dopiero wtedy mi się przyznawal ze jak mielismy się spotkać wtedy przed swietami co go olalam był pod moim domem wieczorem plakal bo nie wiedział o co chodzi.. przyznal mi się ze na studiach kumplom tez plakal i mowil ze ja go nie chce.. był bardzo troskilwy czuly.. po 2tygodniach jak nie szybciej powiedział mi ze mnie kocha, przyznal się ze już wtedy jak się spotkaliśmy co od tego spotkania wszystko się zaczelo to chciał mi powiedzieć ze mnie kocha.. po dwóch miesiącach powiedział mi ze tak naprawdę my kochamy się od zawsze od początku naszej znajomości. Ze teraz jak mnie ma to już mnie nie wypuści.. wszystkim mowil ze jest ze mna szczęśliwy. Mowil mi ze chce mi się oswiaczyc ze jak mi się oświadczy tto nie będzie chciał długo czekac żeby mieć już mnie do końca. Wiele razy się pytałam czy uważa ze ja jestem ta jedyna czy to czuje on ze jest tego pewien ze nigdy do zadnej dziewczyny nie czul tego co do mnie.. były klotnie.. ale zawsze się godziliśmy były momenty ze chciał mnie zostawić ale zawsze wtedy kiedy miał trochę wypite co potem na drugi dzień mnie przepraszal.. chciał zebym w wakacje z nim zamieszkala mowil nawet już o dzieciach wszystkie jego plany były związane ze mna moje zresztą tez .. zerwal ze mna 1 kwietnia twierdzac ze mnie nie kocha już bylam w szoku..nie docieralo do mnie w ogole to co on do mnie mowi.. powiedział ze już od jakiegoś czasu tak jest.. nie wierzyłam.. mowil ze mnie przeprasza ze był ze mna bo myśl ze to się zmieni..ze mu tez jest ciężko ale jest w pracy i musi jakos funkcjonować ze chciał ze mna zerwac dawno ale nie wiedział jak.. dopiero na drugi dzień zaczelam wszystko analizować.. ze to co on mowil nie miało w ogole sensu? nie zachowywal się jak osoba która nie kocha.. ciagle mi powtarzal ze mnie kocha był czuly.. owszem były kłotnie, które mogly być powodem do tego żeby mnie zostawić nie robil tego.. kilka dni przed rozstaniem sam się bal ze chce go zostawić ze on nie chce tego.. dwa tygodnie szybciej jak mu mowialam ze nie powinien ze mna być bo nie mam nic co mogłabym mu dac on do mnie ze mam cos czego żadna inna nie ma jego serce mam ze jestem wyjatkowa bo jestem tylko jego i ze dla niego najważniejsze jest to zebym tylko z nim była.. dla mnie to wszystko nie miało sensu? chciałam się spotkać żeby to wyjasnic na spokojnie.. kilka dni po rozstaniu dowiedziałam się ze z inna jest ze swoja pracownica bo on jest menagerem.. ze niby już od miesiąca to trwa.. zalamalam się? spotkałam się z nim powiedział mi ze jak był ze mna nic takiego nie było a ze teraz co robi to już jest jego sprawa.. na koniec spotkania przytulil mnie do siebie choć mogl wsiasc do samochodu i odjechać jak się go zapytałam czy tak będzie wygladac nasz kontakt to on ze będzie jeszcze dobrze? a dwa dni po rozstaniu dzwonil do mnie o zaplakany ze ojciec wyrzucil go z domu ze spi u kolegi mowilam mu żeby przyjechal do mojej siostry bo ja tez tu jestem tlumaczyl się ze ma wypite a ja ze mu zalatwie transport wahal się ale nie zgodzil się.. zdziwiłam się ze do mnie zadzwonil a gdy mu to wypomniałam nie wiedział co ma powiedzieć.. przecież mogl zadzwonić do swojej nowej dziewczyny.. napisałam do jego innej pracownicy czy to prawda ze ma inna ona ze tak ale trwa to krotko od końca marca.. czyli od imprezy pracowniczej która mieli na pewno.. odbyla się ona w sobote a na drugi dzień jak się z nim spotkałam było wszystko dobrze przytulil mnie powiedział czesc słoneczko czy jestem zla pocalowal i było ok dziwny był w poniedziałek choć jak napisałam mu ze go kocha napisał ze on mnie tez no a we wtorek mnie zostawil.. dowiedziałam się ze w ten dzień jak ze mna zerwal caly dzień plakal przez prawie caly tydzień chodzil zmartwiony.. teraz niby zachowuje się jakby nic się nie stało dla mnie to jest dziwne bo pracowali razem od listopada czy grudnia i teraz nagle razem.. ona za nim jest glupia.. zostawila chłopaka po trzech latach to musiala mój związek zniszczyc? boli mnie to ze po tym wszystkim co razem przeszliśmy on nagle ma inna.. bylam pewna ze to był ten jedyny.. nasze mamy się znaly nasi dziadkowie się znali i jeszcze się okazało ze z profilu przypomina swietej pamięci mojego ojca.. wszystko było tak dobrze! Nie rozumiem tego! Proszę doradzcie mi co mam robi.. 3 tygodnie mija od kad nie jesteśmy razem.. ja nadal cierpie a on niby szczęśliwy z inna.. czy to możliwe ze już naprawdę mnie nie kocha? Ze jestem mu kompletnie obojetna jak mnie kochal tyle lat? Od dla mnie był gotow zrobić wszystko nie wyobrazalismy sobie zycia bez siebie wszystkie nasze klotnie obydwoje ciężko przezywalismy jak chciał przerwy to na drugi dzień jak się z nim spotkałam powiedział ze on nie chce zadnej przerwy i było cudownie.. nie kumam tego.. jak to w ogole możliwe? być dla kogos tak bliskim i nagle być obcym? ? doradźcie mi.. bo nadal mam metlik w glowie i nie wiem co myslec o tym wszystkim? nie zdziwie sie jak nikt tego nie przeczyta.. ale po prostu szukam odpowiedzi tak czytam te posty i się zastanawiam - JAK. skąd się bierze tylu niedojrzałych sku...wieli. Przepraszam, że dziś tak agresywnie atakuję w komentarzach, ale dla większości facetów w wieku 20-25 kobieta to dziura. I fajnie jest się pokazać z jakąś fajną na ulicy, by swoje ego byłam kiedyś szarą myszką, stłamszoną przez fi...ta dla którego byłam zwykłą dziurą, bo jego ręka mu się znudziła, do dziś mam problemy ze sobą z tego tytułu, mam czasem myśli samobójcze, ale mi to przemija. Byłam w dwóch toksycznych związkach i NIGDY WIĘCEJ. Czasem mamy przesłanki już na początku, ale nie chcemy ich widzieć i większość autorów postów tutaj, częściowo jest sama sobie winna bo ignoruje znaki mówiące o tym, że druga osoba jest wobec nas nie w moja koleżanka. Poznała chłopaka, fajnie się dogadywali. I, o zgrozo, okazało się że on jeszcze z tamtą nie zerwał, co więcej - jego "niby" ex miała ustawione na fejsie, że jest z nim w związku. A moja piękna i mądra koleżanka się z nim spotykała, spała mimo tego, że tamten wyraźnie ją urabia. Są ze sobą miesiąc i mimo krzywych akcji, które on odwala jej od samego początku, ona ślepo wierzy - mimo chwilowych swych wątpliwości, że TO JEST TO NA CAŁE poważnie o tym, by zostać sama jak obserwuję co się dzieje, ale są na świecie jeszcze ludzie, związki, które wypalają. Kiedyś chciałam kochać, to było moje marzenie, być kochaną. Teraz? Nie wierzę w to. Każdy jest zasranym egoistą patrzący na swój zasrany interes. Jedna strona się znudziła? No cóż! Tego kwiata pół świata, a internet jest dobrym źródłem kolejnych romansów, bo tutaj łatwo kogoś ideały umarły, ale ja w głębi gdzieś je jeszcze w sobie mam i wierzę w to, a raczej - chciałabym wierzyć, że kiedyś ktoś (lub coś) zmieni moje być egoistą - jeśli się nie jest egoistą - ginie się na tym świecie. Nie wiedziałam o już wiem. I Was informuję. A to, czy facet jest dzieciakiem i traktuje Was przelotnie (czy na odwrót), to widać na pierwszy rzut oka. Trzeba testować, testować i jeszcze raz testować, wtedy uniknie się błędów! 9 Odpowiedź przez Szarlotkanagorąco 2014-05-21 21:13:52 Szarlotkanagorąco Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2013-05-03 Posty: 1,422 Odp: chłopak zostawił mnie dla innej miisiaa94, rozumiem, że masz dwadzieścia lat. Też kiedyś miałam i dałam się poderwać jakiemuś przeczytaniu kilkunastu linijek twojego posta mogę Ci autorytatywnie powiedzieć, że ten chłopak to podrywacz pierwszej wody. Taki typ co dokładnie wie, co powiedzieć, żeby zbajerować dziewczynę. Taki facet powie Ci co tylko będzie trzeba żeby Cię uwieść i potrafi traktować dziewczynę ja księżniczkę, dopóki ma w tym interes. Za chwilę te same bajery idzie wciskać innej. Jeśli coś jest zbyt piękne by było prawdziwe, zwykle jest fałszywe. Zapomnij o nim. I następnym razem nie wierz w to co Ci mówi facet, który chce Cię poderwać. Ja będzie mądry to powie, wszystko to, co to chcesz usłyszeć, żeby osiągnąć cel. A jak mu się znudzi, to tyle go typów należy omijać szerokim łukiem. Kochać sa­mego siebie - to początek ro­man­su na całe nap­rawdę po­siada tyl­ko to, co jest w nim. Strony 1 Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź Kilka miesięcy temu zerwałam z chłopakiem po ponad 5 latach bycia razem. Często się kłóciliśmy, rozstawaliśmy się i wracaliśmy do siebie, przez jego zazdrość straciłam znajomych, a na dodatek on w wieku 26 lat ani myślał o pracy i ustatkowaniu się, tylko o tym mówił, ale robił całkiem co innego, liczyła sie dla niego zabawa, siłownia, koledzy itd. Podczas wakacji pracowałam za granicą 4 miesiące, poznałam tam wspaniałego chłopaka, zakochałam się jak nigdy dotąd, on mówił, że też mnie kocha jak nigdy nikogo (to on się o mnie starał, a od innych osób dowiedziałam się, że od bardzo dawna nie był w żadnym stałym związku, koledzy się nawet dziwili, że tak za mną szalał ). Przy nim poczułam, że dopiero teraz poznaję prawdziwą miłość. Spedzalismy ze sobą całe dnie w pracy i każdą wolną chwilę. Pojawił się jednak problem... Studiuję, na dodatek na ostatnim roku i w październiku musiałam wrócić do Polski, a on nie jest Polakiem co oznaczało początku nie chciał nawet słyszeć, ze wyjade... Ale potem przemyślał wszystko, mówił, że lepiej żebym skończyła studia, że on w przyszłości nie chce mieć problemów z moją rodziną przez to, że nie skończę studiów. Obiecał, że poczeka na mnie te 9 miesięcy, że odwiedzi mnie w Polsce. Wróciłam do Polski, ciągle dzwonił, rozmawialiśmy przez internet.. Potem jednak wrócił do swojego kraju, nie ma tam internetu, bo mieszka w bardzo małej wiosce, a rozmowy telefoniczne są bardzo drogie. Jednak nadal dzwonił i zapewniał, że mnie kocha. Tydzień temu rozmawialiśmy, planowaliśmy kiedy przyjedzie do Polski, kiedy ja pojadę do niego... Powiedział, że zadzwoni za kilka dni. Jednak od niedzieli nie mamy żadnego kontaktu, jego telefon jest wyłączony. Mówił mi wcześniej, że ma z nim problemy, że się psuje, sam włącza i wyłącza i że musi kupić nowy. Ale dzisiaj jest już czwartek... Nawet jeśli telefon sie zepsuł to od niedzieli nie zdążył kupić nowego?? Wiem, że jest tam zajęty, wykańcza dom, który chce sprzedać i takie tam, ale żeby aż tak?? Zaczynam mieć złe myśli.. że mnie olał i zmienił numer. Codziennie wypisuje do niego dziesiątki smsów, chociaż i tak wiem, że on ich nie czyta, bo telefon jest cały czas wyłączony. Każdego dnia płaczę, w nocy nie mogę spać. Naprawdę od samego początku czułam, że to ten jedyny już na całe życie, przez kilka miesięcy żyłam jak w niebie, przy nim czułam, że swojego poprzedniego chłopaka nie kochałam tak naprawdę... Bardzo mi na nim zależy Myślicie, że mnie olał?? Mówił, że nigdy mnie nie zostawi, że jestem jego kobietą, jego jedyną na całe życie. Nigdy mnie nie okłamał w żadnej sprawie, zawsze był szczery, zawsze mówił, że jeśli będzie coś źle to mi o tym powie... Nie jest osobą, któa owija w bawełnę, zawsze mówi co myśli. Nie wiem co myśleć, znam go przecież tylko pół roku, razem spędziliśmy 4 miesiące, ale nigdy nie dał mi powodów do tego żebym w niego wątpiła, tylko teraz ta dziwna sytuacja... Może ktoś powie, że to głupie, że tak przeżywam to wszystko chociaż trwało tak krótko, ale uwierzcie mi czasami 4 miesiące znaczą wiecej niż 4 lata... Przeraża mnie myśl, że mnie zostawił, mieliśmy tyle planów, zaraz po obronie miałam wyjechać i mieliśmy zamieszkać razem tam gdzie pracowalismy. Jeśli on mnie zostawił w taki sposób to nie wiem co ze sobą zrobie. Nie mogę się skupić na niczym, powinnam pisać pracę magisterską, ale tylko siedze godzinami przed komputerem, słucham muzyki i myślę o nim, wpatruję się w jego zdjęcie i płaczę. Każdego dnia się modlę żeby zadzwonił... Widze, że od razu na mysl przychodzi Wam, że mój chłopak to Arab. Nie jest Arabem. Zmieniany 1 raz(y). Ostatnia zmiana 2012-12-06 16:41 przez TygrysekOna. Nie wiesz nic na pewno a już zaczynasz panikować. Kilka dni to bardzo względne pojęcie, bo to może być nawet 9. Zajmij się czymś i nie myśl tyle o tym. Poczekaj, to się odezwie. kurcze jest tyle opcji, skoro mieszka w malej wiosce może nie ma jak dojechać gdzieś żeby telefon kupić, może nie ma pieniędzy ? a macie inny kontakt ?? facebook albo coś ? moze mu telefon ukradli albo coś... albo na karcie się numer nie zapisał i teraz nie ma jak sie odezwać ;/ oj biedna ;/ jesli nie macie inaczej kontaktu to wydaje mi się ze telefon się całkowicie popsuł a twoj numer mu się na karcie nie zapisal.... Zmieniany 1 raz(y). Ostatnia zmiana 2012-12-06 16:12 przez basia150609. wiem, że to trudne miałam podobnie ... jak kocha to poczeka i sie odezwie wkońcu bedzie dobrze! no wlasnie moze nr nie spisal Zmieniany 1 raz(y). Ostatnia zmiana 2012-12-06 16:12 przez AsiaK962. CytatGaBrYsiAa1996 kurcze jest tyle opcji, skoro mieszka w malej wiosce może nie ma jak dojechać gdzieś żeby telefon kupić, może nie ma pieniędzy ? Ciężko mi powiedzieć dlaczego się nie odzywa. Może zgubił telefon a twojego numeru nie znał na pamieć? Skoro mieliście cały czas kontakt po twoim wyjeździe to nie sądzę ,że bez słowa Cię zostawił. A masz jego adres, może list napisz? Może po prostu naprawdę telefon mu się popsuł i nie ma możliwości, aby kupić nowy? Nie panikuj, poczekaj jeszcze praę dni mi się raz karta też dodatkowo popsuła sama od siebie więc też może byc taki powód jak masz adres to napisz list i wysli priorytet polecony i w ciagu 2 dni go dostanie. napisz w nim tez swoj adres i nr tele Zmieniany 1 raz(y). Ostatnia zmiana 2012-12-06 16:14 przez basia150609. Oj za bardzo się denerwujesz, zrozum to że chłopak mieszka w małej wiosce.. Może nawet nie ma gdzie i za co kupić tego telefonu, pomyślałaś o tym? Wiem, że panikuję... Ale taka jestem, nie potrafię inaczej Strasznie sie przejmuję, a nie mam sie przed kim wygadać nawet. To chyba wszystko dlatego, że mam wiele kompleksów, ciagle mi sie wydaje, że nie zasłużyłam na niego... Próbowałam sie zająć różnymi rzeczami, ale na niczym nie mogę się skupić. błagam tylko powiedz, że to nie arab czy tam inny "ciapaty" Nie myśl od razu, że Cię olał. Nie chcę straszyć, ale może się coś wydarzyło, a może rzeczywiście z tym telefonem coś się stało, a skoro mieszka w małej wiosce to ma problem z kupieniem nowego. Nie masz jego adresu? Może to dziwne w dzisiejszych czasach, ale ja napisałabym po prostu list. Niestety, musisz być cierpliwa po prostu, chociaż wiem, że to trudne. Zmieniany 1 raz(y). Ostatnia zmiana 2012-12-06 20:57 przez moderator. takie uroki obcokrajowców pojawiają się i znikają nagle ... jak telefon się zepsuł to może nie ma twojego numeru na nowym ? macie jakieś inne możliwości kontaktu ? meil ? skype ? Przykro nam, ale tylko zarejestrowane osoby mogą pisać na tym forum. crybabyy Dołączył: 2013-06-16 Miasto: kraków Liczba postów: 636 10 lutego 2015, 14:20 Dziewczyny, nie wiem co mam ze sobą zrobić...jeszcze nigdy nikogo tak nie kochałam. Może byliśmy ze sobą krótko, bo niecały rok, ale dla mnie to wystarczająco, by kogoś pokochać całym sercem. A on odszedł..nie wierzę w to co się stało. Dalej mam nadzieję i wierzę w to, że się odezwie. Kłóciliśmy się ostatnio, ciągłe pretensje, doszły do tego nerwy i stres na uczelni, moje problemy rodzinne, ale nigdy nie przeszło mi przez myśl, żeby go zostawić. Był dla mnie wszystkim, całym światem, moim mężczyzną, moim ideałem...nie chce mi się jeść, nie chce mi się spać. Czuję jakby ktoś wyrwał mi wszystkie wnętrzności. Co ja mam teraz zrobić, pomóżcie, proszę... Edytowany przez crybabyy 10 lutego 2015, 14:21 Dołączył: 2013-05-16 Miasto: rzeszów Liczba postów: 1614 10 lutego 2015, 14:23 Dziewczyny, nie wiem co mam ze sobą zrobić...jeszcze nigdy nikogo tak nie kochałam. Może byliśmy ze sobą krótko, bo niecały rok, ale dla mnie to wystarczająco, by kogoś pokochać całym sercem. A on odszedł..nie wierzę w to co się stało. Dalej mam nadzieję i wierzę w to, że się odezwie. Kłóciliśmy się ostatnio, ciągłe pretensje, doszły do tego nerwy i stres na uczelni, moje problemy rodzinne, ale nigdy nie przeszło mi przez myśl, żeby go zostawić. Był dla mnie wszystkim, całym światem, moim mężczyzną, moim ideałem...nie chce mi się jeść, nie chce mi się spać. Czuję jakby ktoś wyrwał mi wszystkie wnętrzności. Co ja mam teraz zrobić, pomóżcie, proszę...Żyć dalej. crybabyy Dołączył: 2013-06-16 Miasto: kraków Liczba postów: 636 10 lutego 2015, 14:25 Jak mam dalej żyć, jak jestem kompletnie rozbita. Przeszłam bardzo dużo rzeczy w życiu, mimo młodych lat, ale to jest ból nie do opisania! SashaSwift7 10 lutego 2015, 14:25 przejdzie niestety trzeba przez to przejsc ale to uczucie minie Dołączył: 2015-01-09 Miasto: Warszawa Liczba postów: 581 10 lutego 2015, 14:28 dokładnie, zgadzam się z przedmówcami.. musisz przeczekać.. wiem doskonale jak sie czujesz..... Sama nie pozbierałam się po rozstaniu z ukochanym chłopakiem, chociaż minął już ponad rok... To bardzo trudne ale z czasem przejdzie.. miejmy nadzieje! Trzymam za Cb kciuki :) Dołączył: 2013-05-16 Miasto: rzeszów Liczba postów: 1614 10 lutego 2015, 14:34 crybabyy napisał(a):Jak mam dalej żyć, jak jestem kompletnie rozbita. Przeszłam bardzo dużo rzeczy w życiu, mimo młodych lat, ale to jest ból nie do opisania!Jeśli musisz poryczeć, weź swoją koleżankę na wino i czekoladki, upij się, wypłacz, obgadaj gościa i poprzestań na tym. Ułóż sobie plan projektów, które masz zrobić. Zacznij od rzeczy, z którymi zwlekałaś, nie wiem, malowanie salonu, wyprowadź na spacer schroniskowe psy, załóż firmę, zapisz się na kick boxing i do biblioteki. Podejmij jakiś cel i dąż do niego. Dołączył: 2006-01-17 Miasto: Poznań Liczba postów: 2025 10 lutego 2015, 14:50 "Czas wszystko przynosi z czasem wszystko ginie" Dołączył: 2011-12-01 Miasto: Warszawa Liczba postów: 1923 10 lutego 2015, 14:52 A ja Ci nie powiem abyś po prostu żyła dalej bo się nie da. Wiem co czujesz, przeszłam przez to samo. Facet mnie rzucił bo zakochał się w innej. Ponad rok leczyłam się z miłości do niego. Nie uznaje czegoś takiego jak głowa do góry i żyj dalej, miłość to coś więcej, to silne uczucie które nie minie w 5 min. Jeżeli jeszcze można to trzeba ratować związek, walczyć. Rok to niby nie 10 lat ale to też długo. Dołączył: 2013-05-16 Miasto: rzeszów Liczba postów: 1614 10 lutego 2015, 15:01 ZizuZuuuax3 napisał(a):A ja Ci nie powiem abyś po prostu żyła dalej bo się nie da. Wiem co czujesz, przeszłam przez to samo. Facet mnie rzucił bo zakochał się w innej. Ponad rok leczyłam się z miłości do niego. Nie uznaje czegoś takiego jak głowa do góry i żyj dalej, miłość to coś więcej, to silne uczucie które nie minie w 5 min. Jeżeli jeszcze można to trzeba ratować związek, walczyć. Rok to niby nie 10 lat ale to też długo. Proszę Cię... Niech dziewczyna wyjdzie z tego z twarzą, a nie błaga jakiegoś durnia o drugą szansę. Trzeba mieć trochę godności i rozumu, a nie beczeć u faceta na wycieraczce i smarkać mu w rękaw, namawiając nieśmiało na "seks na pogodzenie". Rozumiem zawalczyć o związek, kiedy obydwoje chcą utrzymać go na powierzchni, mają wspólny majątek, interesy i dzieci. Jeśli to szkolne zakochanie, to raczej nie miłość. Miłość to wybór, a nie burza to tylko moje zdanie. Dołączył: 2013-12-22 Miasto: Koszalin Liczba postów: 128 10 lutego 2015, 15:07 A może jakaś książka? Ja jak się utopię w książce to zupełnie opuszczam rzeczywistość. fot. Adobe Stock, flowertiare Rodzice przepisali na mnie swoje mieszkanie, a sami wyprowadzili się do małego domu na wsi. W związku z tym zdecydowałam się wrócić na stare śmieci, czyli do Katowic. Czy raczej – zdecydowaliśmy się, bo mój chłopak przeniósł się wraz ze mną. Dla niego to była większa rewolucja, gdyż Maciek od urodzenia mieszkał we Wrocławiu. Kilka dni po przeprowadzce zadźwięczał dzwonek u drzwi. Jeszcze leżałam w łóżku, więc Maciek poszedł otworzyć. – Kto to był? – zapytałam go, kiedy wrócił do pokoju; wyglądał na zmieszanego. – No… Biust – bąknął w końcu. – Co proszę? Biust to ty masz w swoim łóżku, przypominam nieśmiało – wysilałam się na dowcip, ale nieco otępiała mina Maćka wskazywała, że go nie zrozumiał. – Więc jaki biust? Sam przyszedł czy na kimś? – No, na kimś... – Na kobiecie, zakładam, bo inaczej byś nie był pod takim wrażeniem. Ogarnij się, człowieku! Młoda była, stara? A może goła przylazła, że tak cię siekło? Tylko się na nią gapiłeś czy rozmawialiście? Trochę się uniosłam, przyznaję, ale Maciek zachowywał się, jakby pierwszy raz w życiu widział u kobiety piersi. – Ubrana była, no i nie najmłodsza, czterdziestka może, chyba blondynka, ale ten biust... Taki wyeksponowany miała, że tylko jego widziałem – zaśmiał się speszony. – Chciała pożyczyć śrubokręt, a przy okazji powitała nas w sąsiedzkiej społeczności. – Wita cię wyeksponowanymi cyckami i pyta o śrubokręt? Ciekawa sąsiadka. Nie przypominam sobie, żeby tu taka mieszkała za moich czasów. Panią Anastazję z drugiego piętra pamiętam, bardzo miła starsza pani. Ona by nas przywitała pyzami z sosem, nie biustem. – Ty zazdrośnico! – Maciek rzucił się na mnie i zaczął łaskotać, więc po chwili tarzaliśmy się po łóżku, śmiejąc się w głos. Co nie zmienia faktu, że postanowiłam być czujna. Nie będzie mi tu jakiś obcy biust konkurencji robić, zwłaszcza że szczególnie imponującym rozmiarem poszczycić się nie mogłam! Każdy ma jakiś kompleks. Ja mam taki. Wiem, liczy się wnętrze, wzajemne porozumienie, miłość połączona z przyjaźnią, ale... facet to tylko facet. Jak mu jakaś wygłodniała czterdziestka biustem w oczy zaświeci, może oślepnąć. Poczęstowała go nawet obiadem Nazajutrz był poniedziałek. Oboje szliśmy do pracy, którą znaleźliśmy bez trudu, zdalnie – jeszcze z Wrocławia, co uznaliśmy za znak, że decyzja o przeprowadzce jest słuszna. Maciek miał zamiar wrócić trochę wcześniej, bo umówił się z fachowcem od internetu. Nie mogłam doczekać się końca swojej zmiany. Wyobrażałam sobie, jaki wspaniały obiad ugotuje mój narzeczony. Nie, żebym go do tego zmuszała czy wykorzystywała. Po prostu czasem, gdy miał trochę wolnego czasu, lubił coś upichcić. Wparowałam do mieszkania głodna jak wilk. Niestety, żaden cudowny aromat mnie nie przywitał. Poza tymi cudzymi, wyczuwalnymi na klatce. Sąsiedzi jakby się zmówili. Pachniało plackami, kotletami, pieczenią. Aż ślinka ciekła. Zrobiłam sobie jajecznicę. Siedziałam w kuchni i kończyłam jeść ten prowizoryczny posiłek, gdy usłyszałam rozbawione głosy na korytarzu. Męski i damski. Czyżby właścicielka obfitości? I Maciek? Pogłos nieco zmieniał ton, więc nie byłam pewna. Mogłabym wyjrzeć, ale stwierdziłam, że nie zniżę się do takiego szpiegostwa. Wkrótce narzeczony stanął przede mną. – Cześć, kochanie. Jak się masz? Przepraszam, że wracam tak późno... Nie odpowiedziałam i nie słuchałam zbyt uważnie. Byłam zazdrosna, do czego nawet przed sobą nie chciałam się przyznać. – Świetna ta sąsiadka. Miałaś rację, bardzo sympatyczna. Pomogłem jej, a ona zrewanżowała mi się obiadem. Był pyszny. Dla ciebie też mam... Wyciągnął przed siebie piętrowe menażki. – Obejdzie się – warknęłam. W gardle by mi stanęły pyszności tej podstępnej żmii. Kiedy ja niby powiedziałam, że ona jest sympatyczna? Jak zachwycał się jej biustem?! Ciekawe, czy kiedy będę w jej wieku, też się będzie zachwycał moim? O ile dożyję. Może wcześniej skonam w męczarniach, otruta obiadem przez sąsiadkę, która postanowiła odbić mi faceta… Własnego nie ma? Oj, czułam, że moje relacje z sąsiadką nie będą należały do najcieplejszych. A ten rozanielony idiota dał się złapać na tandetną sztuczkę. Słaba kobietka potrzebująca pomocy...? Ratunku! – Na pewno nie chcesz? – Maciej postawił menażki na stole. – A co podała? Piersi na sałacie? – zapytałam, ale mój oczarowany narzeczony nie złapał ironii. – Nie, rolady, prawdziwe śląskie, i modrą kapustę. Nie miała tylko klusek – westchnął niepocieszony. – Wszystko przed tobą… W końcu do Macieja coś dotarło. Spojrzał na mnie uważnie. – Masz mi za złe, że jej pomagam? – spytał. – Nie podoba ci się... – Ależ skąd – zaprzeczyłam, bo nie chciałam wyjść na chorą z zazdrośni paranoiczkę. Niemniej zaczęłam się zastanawiać, co zrobić. Iść do sąsiadki, pogadać jak kobietą z kobietą? Prosić, żeby dała mojemu Maćkowi spokój? Boże, nie! Ośmieszę się tylko. Okropna sytuacja. Gdybym wiedziała, że przeprowadzka tak wpłynie na Macieja, na krok bym się z Wrocławia nie ruszyła! Byliśmy razem od pięciu lat. Gejzery namiętności osłabły, czasem zachowywaliśmy się bardziej jak rodzeństwo niż kochankowie, ale małżeństwa nie buduje się wyłącznie na seksie i przereklamowanych motylach w brzuchu. Kochaliśmy się, przyjaźniliśmy i ufaliśmy sobie. Dobrze się ze sobą czuliśmy. To wydawało się najważniejsze. Maciej był moim wyborem dokonanym sercem i głową. Wierzyłam, że będziemy szczęśliwi do grobowej deski. Wierzyłam w to święcie, póki na scenę nie wkroczył biust sąsiadki... Następnego dnia po powrocie z pracy zastałam puste mieszkanie. Tym razem sama zadbałam o swój żołądek i kupiłam paczkę mrożonych pierogów. Mogłam coś ugotować, wolałam jednak szybko uwinąć się z obiadem, bo przeczuwałam kolejne ekscesy z udziałem Maćka i sąsiadki. Dziwne... Uświadomiłam sobie nagle, że dotąd nawet jej nie widziałam. Czyżby mnie unikała? Zjadłam pierogi, zdążyłam pozmywać, a Maćka wciąż nie było. Zrobiłam kawę i przeniosłam się razem z nią na fotel. Upiłam może dwa łyki, gdy na klatce schodowej usłyszałam kroki. Ktoś szedł powoli po schodach, co chwila przystając. Pomyślałam, że to ktoś z wyższych pięter. Nowych sąsiadów nie zdążyłam jeszcze poznać, a starych – tych, którzy mieszkali tu za moich czasów – nie było. Zdumiało mnie, jak wiele się tu pozmieniało w ciągu ostatnich kilku lat. Właściwie wszystko. Starzy lokatorzy powyprowadzali się, kilka osób z tych bardziej wiekowych zmarło. Tylko pani Anastazja „ocalała”. Widziałam ją i pomogłam wnieść zakupy. Kazała mi pozdrowić narzeczonego. – Bardzo miły młody człowiek – powiedziała. – Taki uczynny… A pewnie, aż zanadto! Kroki minęły nasze drzwi i poczłapały dalej. Potem ktoś wbiegł, zatrzymał się na naszym piętrze. Przez dłuższą chwilę panowała cisza, jakby ów ktoś się wahał; wreszcie usłyszałam pukanie do drzwi naprzeciwko. Maciek...? To zadziwiające, ile można usłyszeć, jeśli się chce. Wystarczy posiedzieć w ciszy. Pukanie się powtórzyło. Kusiło mnie, żeby podejść do wizjera, ale to by znaczyło, że jestem w desperacji. O nie, tak nisko jeszcze nie upadłam! Tymczasem sąsiadka otworzyła, dotarły do mnie jakieś szepty, chichoty, potem trzask zamykanych drzwi. Cisza. A jeżeli to naprawdę był Maciek...?! – Nie, to nie mógł być mój Maciej. Wykluczone. Ufaj, dziewczyno, przecież macie się pobrać. Musisz mu ufać – motywowałam się na głos, ale kiepsko mi szło. Babka rzeczywiście miała romans Serce trzepotało jak u przestraszonego ptaka, pierś falowała, dłonie się pociły. Sięgnęłam po książkę, żeby nieco się uspokoić. Po półgodzinie pojawił się Maciek. Wreszcie się doczekałam! Wyglądał, jakby dostał awans, a wchodząc, wniósł ze sobą całkiem przyjemne obiadowe zapachy. – To ty przesiadujesz w knajpie, a ja… – Od progu pretensje? – dziwił się. – Jeśli chcesz wiedzieć, to nie byłem w knajpie, tylko robiłem dobry uczynek. A obiad zjadłem w ramach podziękowania. Teraz muszę się szybko przebrać i wracam do roboty... – Myślałam, że wieczór spędzimy razem. Maciek zrobił przepraszającą minę. – Wiesz, że jestem na cenzurowanym jako nowy pracownik. Może innym razem – rzucił i zniknął w łazience. Po chwili usłyszałam szum prysznica. Z łazienki Maciek przemieścił się do sypialni. Wychynął stamtąd po kilku minutach, zadziwiająco elegancko ubrany. Z coraz większym niepokojem obserwowałam jego przygotowania. Ponownie zniknął w łazience, a gdy wyszedł, roztaczał woń swoich najlepszych perfum. Coś mnie tknęło, tętno mi przyspieszyło. Dla kogo on się tak stroi? Co to za robota? – A komu tak pięknie pomogłeś? – zapytałam podejrzliwie, mając nadzieję, że się mylę. Niestety... – Sąsiadce zepsuł się bojler. A wiesz, że po drodze do firmy mijam market budowlany, więc wszedłem i kupiłem. – Kupiłeś jej bojler?! – No, nieduży, trzydzieści litrów. Oddała mi pieniądze oczywiście. Chyba nie sądzisz, że jestem aż tak pomocny, głuptasie? – zaśmiał się i pocałował mnie w czoło. Gdzie, skąd! Myślę natomiast, Judaszu jeden, że albo mnie zdradzasz, albo wkrótce zdradzisz!” – chciałam mu to wykrzyczeć, ale ugryzłam się w język. Boże, co się z nim porobiło? Zmiana otoczenia tak na niego podziałała? Gdzie zniknął mój poczciwy, dobry i wierny Maciek?! Byłam załamana. Nawet nie zapytałam, dokąd się wybiera wystrojony jak stróż w Boże Ciało. Za to tkwiłam pod drzwiami, nasłuchując. Zapuka do niej czy nie? Zszedł na dół. Może dla niepoznaki? To stawało się nie do zniesienia! Wkurzyłam się. I dobrze, wolałam złość od rozpaczy. Zamknęłam drzwi na zamek. Maciek swoje klucze zostawił na wieszaku, czyli wejdzie, gdy go wpuszczę. Albo nie. Niech śpi na wycieraczce albo... u tej flądry! Wróciłam na fotel i zaczęłam się zastanawiać. Kochałam Maćka, w każdym razie tego z Wrocławia, zamierzałam z nim spędzić życie, ale zdrady – albo co gorsza zdrad – nigdy nie zaakceptuję. Nigdy się nie pogodzę z tym, że ja mu nie wystarczam. Maciej z Katowic był kimś zupełnie innym. Choć może jeszcze do niczego nie doszło? Może się opamięta? W ostatniej chwili zrozumie, jak wiele może stracić? Oby! Nie wiem, jak długo siedziałam w fotelu. Nie chciało mi się wstawać, nie miałam pomysłu, co zrobić. Ze sobą, ze swoim życiem, związkiem... Odnosiłam wrażenia, jakby mój świat się zawalił. Nagle na schodach rozległy się zdecydowane kroki. Dotarły na nasze piętro i zatrzymały się pod mieszkaniem sąsiadki. Na schodach zrobiło się cicho. Po chwili zabrzęczały klucze, usłyszałam zgrzyt zamka, trzask zamykanych drzwi... A potem nastąpiło trzęsienie ziemi. Tym razem nie zastanawiałam się, tylko ruszyłam do wizjera. – Co tu się dzieje?! Jak możesz?! – krzyczał męski głos, ale to nie był Maciek. – A co ci tak nagle zaczęło zależeć? W domu jesteś rzadkim gościem, olewasz mnie, więc radzę sobie sama! – Radzisz sobie? Puszczając się z takim smarkaczem? Mógłby być twoim synem! – Jak śmiesz? Jeszcze mnie obrażasz! – Sama się obrażasz takimi romansami! Niech się ten gówniarz wynosi z mojego domu, zanim mu pysk obiję! Jakiś rumor, krzyki, odgłosy szamotaniny. Zamarłam. Chciałam odejść od wizjera, ale nie mogłam. Zdradzany mąż zaraz wyrzuci kochanka za drzwi... A ja zobaczę Macieja w sytuacji, w jakiej nigdy nie chciałam go zobaczyć i której nigdy nie zapomnę. Przyłapanego. Upokorzonego! Drgnęłam. Nie ma odwrotu. Chcę czy nie, muszę spojrzeć mu w oczy. To oszczędzi nam później żenujących wyjaśnień, wszystko będzie jasne. Uchyliłam drzwi, stanęłam w progu i patrzyłam, jak z mieszkania naprzeciwko wynurza się wściekły gospodarz, ciągnąc za sobą... jakiegoś obcego mi chłopaka. To nie był Maciej! – Wynocha! Żebym cię tu więcej nie widział! – wrzasnął mężczyzna i popchnął młodzika, który spłoszony, czerwony, unikając mojego wzroku, pomknął w dół. Po drodze potrącił Maćka, który akurat wchodził na górę. Wpatrywałam się w niego, jakbym zobaczyła ducha. Maciek zbliżył się do mnie, objął. A gdy sąsiad bez słowa zatrzasnął drzwi, spytał: – Co tu się dzieje? Co to za włoski dramat? Film kręcą? – Mąż przyłapał żonę na zdradzie z tym tam... – wskazałam ręką schody. Pociągnęłam Maćka do domu. W korytarzu spojrzałam mu w oczy i spytałam: – Gdzie byłeś? – Na spotkaniu biznesowo-towarzyskim z ważnym, ale śmiertelnie nudnym klientem. Nie mówiłem ci? Montaż bojlera u pani Anastazji jawi mi się przy tym jak superrozrywka. Obiecałem, że jutro jej pomogę. Chyba że masz coś przeciwko? No bo obiad od niej wyrzuciłaś... – Nie byłam sobą – bąknęłam. Na razie nie wyjaśniłam więcej, tylko mocno się do niego przytuliłam, żeby ukryć rumieńce wstydu. To nie Maciej nie zdał testu z wierności, to ja oblałam egzamin z zaufania. Nie on się zmienił, tylko we mnie coś wstąpiło i objawiła się moja mroczna, nieładna strona. Nie sądziłam, że tyle we mnie niepewności i kompleksów, że potrafię być aż tak zazdrosna, aby stracić rozsądek i właściwą ocenę sytuacji. Słyszałam, co chciałam słyszeć. Widziałam, co chciałam widzieć. Przecież Maciej mówił o miłej sąsiadce, która dziękowała mu za pomoc obiadami… Powinnam się była domyślić, że chodzi o panią Anastazję! Tę samą, która gratulowała mi uczynnego narzeczonego… Co mnie napadło?! Czytaj także:„Mąż chciał dziecka, ale ja byłam zajęta karierą. Dziś jestem gotowa, by być mamą, ale... chyba przegapiłam swoją szansꔄNatarczywy sąsiad uprzykrzał mi życie po to, by zdobyć moje serce. Jak widać, kto się czubi, ten się lubi”„Przyjęłam siostrzenicę w potrzebie, a ta zrobiła sobie z mojego domu hotel. Na koniec nie usłyszałam nawet >>dziękuję<<” crybabyy Dołączył: 2013-06-16 Miasto: kraków Liczba postów: 636 10 lutego 2015, 14:20 Dziewczyny, nie wiem co mam ze sobą zrobić...jeszcze nigdy nikogo tak nie kochałam. Może byliśmy ze sobą krótko, bo niecały rok, ale dla mnie to wystarczająco, by kogoś pokochać całym sercem. A on odszedł..nie wierzę w to co się stało. Dalej mam nadzieję i wierzę w to, że się odezwie. Kłóciliśmy się ostatnio, ciągłe pretensje, doszły do tego nerwy i stres na uczelni, moje problemy rodzinne, ale nigdy nie przeszło mi przez myśl, żeby go zostawić. Był dla mnie wszystkim, całym światem, moim mężczyzną, moim ideałem...nie chce mi się jeść, nie chce mi się spać. Czuję jakby ktoś wyrwał mi wszystkie wnętrzności. Co ja mam teraz zrobić, pomóżcie, proszę... Edytowany przez crybabyy 10 lutego 2015, 14:21 crybabyy Dołączył: 2013-06-16 Miasto: kraków Liczba postów: 636 10 lutego 2015, 15:51 crybabyy napisał(a):Aksiuszka napisał(a):ZizuZuuuax3 napisał(a):A ja Ci nie powiem abyś po prostu żyła dalej bo się nie da. Wiem co czujesz, przeszłam przez to samo. Facet mnie rzucił bo zakochał się w innej. Ponad rok leczyłam się z miłości do niego. Nie uznaje czegoś takiego jak głowa do góry i żyj dalej, miłość to coś więcej, to silne uczucie które nie minie w 5 min. Jeżeli jeszcze można to trzeba ratować związek, walczyć. Rok to niby nie 10 lat ale to też długo. Proszę Cię... Niech dziewczyna wyjdzie z tego z twarzą, a nie błaga jakiegoś durnia o drugą szansę. Trzeba mieć trochę godności i rozumu, a nie beczeć u faceta na wycieraczce i smarkać mu w rękaw, namawiając nieśmiało na "seks na pogodzenie". Rozumiem zawalczyć o związek, kiedy obydwoje chcą utrzymać go na powierzchni, mają wspólny majątek, interesy i dzieci. Jeśli to szkolne zakochanie, to raczej nie miłość. Miłość to wybór, a nie burza to tylko moje zdanie. Czy ja gdzieś napisałam, że zamierzam mu beczeć pod wycieraczką i błagać, żeby do mnie wrócił? Nie, nie zamierzam, bo też mam swoją godność i wiem, że do miłości nikogo nie zmuszę. I nie, to nie jest szkolne zakochanie. Nie mam 15 lat, a nawet jeśli bym miała, to uważam że wiek nie ma tu nic do rzeczy. Co do innych odpowiedzi..tak, uczę się, ćwiczę, daję korepetycję, czytam, spotykam się z ludźmi, ale co z tego?! co z tego?! skoro nie ma tej jedynej osoby, która była dla mnie wszystkim, której mówiłam o wszystkim...nic się dla mnie nie liczyło, nic, tylko on. Najgorsze, że to stało się nagle.. jeszcze w pn było cukierkowo, a w sb to się stało...I owszem są różne etapy miłości, istnieje coś takiego jak burza hormonów, zakochanie, bla bla bla! Ale tak czy siak miłość, to tak silne emocje i uczucie, że dla mnie nie istnieje coś takiego jak jej miara. Albo się kocha albo nie i nikt mi nie powie, że to było głupie zauroczenie, bo chciałam spędzić z tym człowiekiem życie. To się po prostu wie, jak spotka się tego jedynego... nie wiem jak sobie z tym wszystkim cierpliwy, wszystko przyjmie. Wylałaś tutaj absurdalną ilość niepotrzebnych i zupełnie irracjonalnych emocji. Zróbmy tak, że przeczytasz to po dwóch miesiącach i wtedy porozmawiamy na spokojnie, bo widzę, że w takim stanie masz nawet problem z czytaniem ze zrozumieniem. Miłość to NIE jest zakochanie, motylki w brzuchu, huśtawki emocjonalne i Werter w żółtej kamizelce i niebieskim fraku. Miłość to nie wieczny haj, cukierki i silny poryw serca. To trwałe zaangażowanie bez całej tej słodkiej Ty w życiu wszystko przyjmujesz na chłodno? Bo tak mi się wydaje po przeczytaniu Twoich wpisów. Każdy z nas jest inny. I umiem czytać ze zrozumieniem, natomiast Ty nadinterpretujesz moje słowa, bo wiem że miłość TO NIE JEST ZAKOCHANIE. Napisałam, że było cukierkowo, bo chciałam nakreślić całą sytuację. Chciałam poszukać tu wsparcia w ciężkim dla mnie momencie, a nie kłótni o definicję miłości. Dołączył: 2013-05-16 Miasto: rzeszów Liczba postów: 1614 10 lutego 2015, 16:04 crybabyy napisał(a):Aksiuszka napisał(a):crybabyy napisał(a):Aksiuszka napisał(a):ZizuZuuuax3 napisał(a):A ja Ci nie powiem abyś po prostu żyła dalej bo się nie da. Wiem co czujesz, przeszłam przez to samo. Facet mnie rzucił bo zakochał się w innej. Ponad rok leczyłam się z miłości do niego. Nie uznaje czegoś takiego jak głowa do góry i żyj dalej, miłość to coś więcej, to silne uczucie które nie minie w 5 min. Jeżeli jeszcze można to trzeba ratować związek, walczyć. Rok to niby nie 10 lat ale to też długo. Proszę Cię... Niech dziewczyna wyjdzie z tego z twarzą, a nie błaga jakiegoś durnia o drugą szansę. Trzeba mieć trochę godności i rozumu, a nie beczeć u faceta na wycieraczce i smarkać mu w rękaw, namawiając nieśmiało na "seks na pogodzenie". Rozumiem zawalczyć o związek, kiedy obydwoje chcą utrzymać go na powierzchni, mają wspólny majątek, interesy i dzieci. Jeśli to szkolne zakochanie, to raczej nie miłość. Miłość to wybór, a nie burza to tylko moje zdanie. Czy ja gdzieś napisałam, że zamierzam mu beczeć pod wycieraczką i błagać, żeby do mnie wrócił? Nie, nie zamierzam, bo też mam swoją godność i wiem, że do miłości nikogo nie zmuszę. I nie, to nie jest szkolne zakochanie. Nie mam 15 lat, a nawet jeśli bym miała, to uważam że wiek nie ma tu nic do rzeczy. Co do innych odpowiedzi..tak, uczę się, ćwiczę, daję korepetycję, czytam, spotykam się z ludźmi, ale co z tego?! co z tego?! skoro nie ma tej jedynej osoby, która była dla mnie wszystkim, której mówiłam o wszystkim...nic się dla mnie nie liczyło, nic, tylko on. Najgorsze, że to stało się nagle.. jeszcze w pn było cukierkowo, a w sb to się stało...I owszem są różne etapy miłości, istnieje coś takiego jak burza hormonów, zakochanie, bla bla bla! Ale tak czy siak miłość, to tak silne emocje i uczucie, że dla mnie nie istnieje coś takiego jak jej miara. Albo się kocha albo nie i nikt mi nie powie, że to było głupie zauroczenie, bo chciałam spędzić z tym człowiekiem życie. To się po prostu wie, jak spotka się tego jedynego... nie wiem jak sobie z tym wszystkim cierpliwy, wszystko przyjmie. Wylałaś tutaj absurdalną ilość niepotrzebnych i zupełnie irracjonalnych emocji. Zróbmy tak, że przeczytasz to po dwóch miesiącach i wtedy porozmawiamy na spokojnie, bo widzę, że w takim stanie masz nawet problem z czytaniem ze zrozumieniem. Miłość to NIE jest zakochanie, motylki w brzuchu, huśtawki emocjonalne i Werter w żółtej kamizelce i niebieskim fraku. Miłość to nie wieczny haj, cukierki i silny poryw serca. To trwałe zaangażowanie bez całej tej słodkiej Ty w życiu wszystko przyjmujesz na chłodno? Bo tak mi się wydaje po przeczytaniu Twoich wpisów. Każdy z nas jest inny. I umiem czytać ze zrozumieniem, natomiast Ty nadinterpretujesz moje słowa, bo wiem że miłość TO NIE JEST ZAKOCHANIE. Napisałam, że było cukierkowo, bo chciałam nakreślić całą sytuację. Chciałam poszukać tu wsparcia w ciężkim dla mnie momencie, a nie kłótni o definicję nie da się wszystkiego przyjąć na chłodno. Przyjmuję tak jak jest dane, ale reaguję na chłodno i nigdy nie pozwalam sobie na to, żeby burza hormonalna i emocjonalne roztrzęsienie wzięło górę nad rozumem. Dlatego w takich sytuacjach radzę wziąć się za coś, wyciszyć cokolwiek roi Ci się w głowie, spojrzeć na to z perspektywy osoby trzeciej, pomyśleć o dalszych perspektywach i korzyściach, które przynosi jest taka, że gdyby Twoja teza miała jakiekolwiek logiczne podstawy, to ten jedyny by Cię nie zostawił. Nie ma czegoś takiego jak unikat, są lepsze i gorsze egzemplarze. Twój typ osobowości dogada się z więcej niż jednym. Tyle w temacie. crybabyy Dołączył: 2013-06-16 Miasto: kraków Liczba postów: 636 10 lutego 2015, 16:21 Aksiuszka napisał(a):crybabyy napisał(a):Aksiuszka napisał(a):crybabyy napisał(a):Aksiuszka napisał(a):ZizuZuuuax3 napisał(a):A ja Ci nie powiem abyś po prostu żyła dalej bo się nie da. Wiem co czujesz, przeszłam przez to samo. Facet mnie rzucił bo zakochał się w innej. Ponad rok leczyłam się z miłości do niego. Nie uznaje czegoś takiego jak głowa do góry i żyj dalej, miłość to coś więcej, to silne uczucie które nie minie w 5 min. Jeżeli jeszcze można to trzeba ratować związek, walczyć. Rok to niby nie 10 lat ale to też długo. Proszę Cię... Niech dziewczyna wyjdzie z tego z twarzą, a nie błaga jakiegoś durnia o drugą szansę. Trzeba mieć trochę godności i rozumu, a nie beczeć u faceta na wycieraczce i smarkać mu w rękaw, namawiając nieśmiało na "seks na pogodzenie". Rozumiem zawalczyć o związek, kiedy obydwoje chcą utrzymać go na powierzchni, mają wspólny majątek, interesy i dzieci. Jeśli to szkolne zakochanie, to raczej nie miłość. Miłość to wybór, a nie burza to tylko moje zdanie. Czy ja gdzieś napisałam, że zamierzam mu beczeć pod wycieraczką i błagać, żeby do mnie wrócił? Nie, nie zamierzam, bo też mam swoją godność i wiem, że do miłości nikogo nie zmuszę. I nie, to nie jest szkolne zakochanie. Nie mam 15 lat, a nawet jeśli bym miała, to uważam że wiek nie ma tu nic do rzeczy. Co do innych odpowiedzi..tak, uczę się, ćwiczę, daję korepetycję, czytam, spotykam się z ludźmi, ale co z tego?! co z tego?! skoro nie ma tej jedynej osoby, która była dla mnie wszystkim, której mówiłam o wszystkim...nic się dla mnie nie liczyło, nic, tylko on. Najgorsze, że to stało się nagle.. jeszcze w pn było cukierkowo, a w sb to się stało...I owszem są różne etapy miłości, istnieje coś takiego jak burza hormonów, zakochanie, bla bla bla! Ale tak czy siak miłość, to tak silne emocje i uczucie, że dla mnie nie istnieje coś takiego jak jej miara. Albo się kocha albo nie i nikt mi nie powie, że to było głupie zauroczenie, bo chciałam spędzić z tym człowiekiem życie. To się po prostu wie, jak spotka się tego jedynego... nie wiem jak sobie z tym wszystkim cierpliwy, wszystko przyjmie. Wylałaś tutaj absurdalną ilość niepotrzebnych i zupełnie irracjonalnych emocji. Zróbmy tak, że przeczytasz to po dwóch miesiącach i wtedy porozmawiamy na spokojnie, bo widzę, że w takim stanie masz nawet problem z czytaniem ze zrozumieniem. Miłość to NIE jest zakochanie, motylki w brzuchu, huśtawki emocjonalne i Werter w żółtej kamizelce i niebieskim fraku. Miłość to nie wieczny haj, cukierki i silny poryw serca. To trwałe zaangażowanie bez całej tej słodkiej Ty w życiu wszystko przyjmujesz na chłodno? Bo tak mi się wydaje po przeczytaniu Twoich wpisów. Każdy z nas jest inny. I umiem czytać ze zrozumieniem, natomiast Ty nadinterpretujesz moje słowa, bo wiem że miłość TO NIE JEST ZAKOCHANIE. Napisałam, że było cukierkowo, bo chciałam nakreślić całą sytuację. Chciałam poszukać tu wsparcia w ciężkim dla mnie momencie, a nie kłótni o definicję nie da się wszystkiego przyjąć na chłodno. Przyjmuję tak jak jest dane, ale reaguję na chłodno i nigdy nie pozwalam sobie na to, żeby burza hormonalna i emocjonalne roztrzęsienie wzięło górę nad rozumem. Dlatego w takich sytuacjach radzę wziąć się za coś, wyciszyć cokolwiek roi Ci się w głowie, spojrzeć na to z perspektywy osoby trzeciej, pomyśleć o dalszych perspektywach i korzyściach, które przynosi jest taka, że gdyby Twoja teza miała jakiekolwiek logiczne podstawy, to ten jedyny by Cię nie zostawił. Nie ma czegoś takiego jak unikat, są lepsze i gorsze egzemplarze. Twój typ osobowości dogada się z więcej niż jednym. Tyle w tego zazdroszczę Ci tej umiejętności reagowania racjonalnie na wszelkie sytuacje życiowe. Niestety jestem wrażliwa, nie lubię tego w sobe i nie potrafię wyprać się z emocji. Jednak uważam, że w miłości prawa logiki nie obowiązują. Nie wiem co się kryje pod "Twój typ osobowości", ale w każdym razie dziękuję za rady. Dołączył: 2013-05-16 Miasto: rzeszów Liczba postów: 1614 10 lutego 2015, 16:27 crybabyy napisał(a):Aksiuszka napisał(a):crybabyy napisał(a):Aksiuszka napisał(a):crybabyy napisał(a):Aksiuszka napisał(a):ZizuZuuuax3 napisał(a):A ja Ci nie powiem abyś po prostu żyła dalej bo się nie da. Wiem co czujesz, przeszłam przez to samo. Facet mnie rzucił bo zakochał się w innej. Ponad rok leczyłam się z miłości do niego. Nie uznaje czegoś takiego jak głowa do góry i żyj dalej, miłość to coś więcej, to silne uczucie które nie minie w 5 min. Jeżeli jeszcze można to trzeba ratować związek, walczyć. Rok to niby nie 10 lat ale to też długo. Proszę Cię... Niech dziewczyna wyjdzie z tego z twarzą, a nie błaga jakiegoś durnia o drugą szansę. Trzeba mieć trochę godności i rozumu, a nie beczeć u faceta na wycieraczce i smarkać mu w rękaw, namawiając nieśmiało na "seks na pogodzenie". Rozumiem zawalczyć o związek, kiedy obydwoje chcą utrzymać go na powierzchni, mają wspólny majątek, interesy i dzieci. Jeśli to szkolne zakochanie, to raczej nie miłość. Miłość to wybór, a nie burza to tylko moje zdanie. Czy ja gdzieś napisałam, że zamierzam mu beczeć pod wycieraczką i błagać, żeby do mnie wrócił? Nie, nie zamierzam, bo też mam swoją godność i wiem, że do miłości nikogo nie zmuszę. I nie, to nie jest szkolne zakochanie. Nie mam 15 lat, a nawet jeśli bym miała, to uważam że wiek nie ma tu nic do rzeczy. Co do innych odpowiedzi..tak, uczę się, ćwiczę, daję korepetycję, czytam, spotykam się z ludźmi, ale co z tego?! co z tego?! skoro nie ma tej jedynej osoby, która była dla mnie wszystkim, której mówiłam o wszystkim...nic się dla mnie nie liczyło, nic, tylko on. Najgorsze, że to stało się nagle.. jeszcze w pn było cukierkowo, a w sb to się stało...I owszem są różne etapy miłości, istnieje coś takiego jak burza hormonów, zakochanie, bla bla bla! Ale tak czy siak miłość, to tak silne emocje i uczucie, że dla mnie nie istnieje coś takiego jak jej miara. Albo się kocha albo nie i nikt mi nie powie, że to było głupie zauroczenie, bo chciałam spędzić z tym człowiekiem życie. To się po prostu wie, jak spotka się tego jedynego... nie wiem jak sobie z tym wszystkim cierpliwy, wszystko przyjmie. Wylałaś tutaj absurdalną ilość niepotrzebnych i zupełnie irracjonalnych emocji. Zróbmy tak, że przeczytasz to po dwóch miesiącach i wtedy porozmawiamy na spokojnie, bo widzę, że w takim stanie masz nawet problem z czytaniem ze zrozumieniem. Miłość to NIE jest zakochanie, motylki w brzuchu, huśtawki emocjonalne i Werter w żółtej kamizelce i niebieskim fraku. Miłość to nie wieczny haj, cukierki i silny poryw serca. To trwałe zaangażowanie bez całej tej słodkiej Ty w życiu wszystko przyjmujesz na chłodno? Bo tak mi się wydaje po przeczytaniu Twoich wpisów. Każdy z nas jest inny. I umiem czytać ze zrozumieniem, natomiast Ty nadinterpretujesz moje słowa, bo wiem że miłość TO NIE JEST ZAKOCHANIE. Napisałam, że było cukierkowo, bo chciałam nakreślić całą sytuację. Chciałam poszukać tu wsparcia w ciężkim dla mnie momencie, a nie kłótni o definicję nie da się wszystkiego przyjąć na chłodno. Przyjmuję tak jak jest dane, ale reaguję na chłodno i nigdy nie pozwalam sobie na to, żeby burza hormonalna i emocjonalne roztrzęsienie wzięło górę nad rozumem. Dlatego w takich sytuacjach radzę wziąć się za coś, wyciszyć cokolwiek roi Ci się w głowie, spojrzeć na to z perspektywy osoby trzeciej, pomyśleć o dalszych perspektywach i korzyściach, które przynosi jest taka, że gdyby Twoja teza miała jakiekolwiek logiczne podstawy, to ten jedyny by Cię nie zostawił. Nie ma czegoś takiego jak unikat, są lepsze i gorsze egzemplarze. Twój typ osobowości dogada się z więcej niż jednym. Tyle w tego zazdroszczę Ci tej umiejętności reagowania racjonalnie na wszelkie sytuacje życiowe. Niestety jestem wrażliwa, nie lubię tego w sobe i nie potrafię wyprać się z emocji. Jednak uważam, że w miłości prawa logiki nie obowiązują. Nie wiem co się kryje pod "Twój typ osobowości", ale w każdym razie dziękuję za rady. Głównie Jung. Nie ma czego zazdrościć. Czasem trzeba oczami wyobraźni zobaczyć siebie z perspektywy osoby trzeciej. Tę rozhisteryzowaną, zdesperowaną kobietę, smarkającą sobie w kołnierz. I jaki to widok? Niezbyt przyjemny. Jaki jest więc sens tkwić w tym stanie? No żaden, więc głowa do góry. Dołączył: 2011-12-01 Miasto: Warszawa Liczba postów: 1923 10 lutego 2015, 16:29 Nie mam na myśli żeby ktoś się płaszczył przed kimś bo jeśli mnie facet wtedy zdradzał to od razu dla mnie skończone ale po Twoim opisie nie rozumiem dlaczego Twój facet Cię zostawił. Wypadałoby to wyjaśnić chyba? Ja bym tak wolała, wiedzieć dlaczego?. monka1986 10 lutego 2015, 16:41 z czasem będzie lepiej ,sama do konca się nie odkochałam i pogodziłam ,ze nie wyszlo z pewnym pozniej czlowiek ,zaczyna w miarę normalnie funkcjonowac,choc są dni ,kiedy ten bol i tęsknota powraca...mi pomogły tabletki ziołowe na bym chyba zwariowała,nie mogłam się na niczym dobrze crybabyy Dołączył: 2013-06-16 Miasto: kraków Liczba postów: 636 10 lutego 2015, 17:33 ZizuZuuuax3 napisał(a):Nie mam na myśli żeby ktoś się płaszczył przed kimś bo jeśli mnie facet wtedy zdradzał to od razu dla mnie skończone ale po Twoim opisie nie rozumiem dlaczego Twój facet Cię zostawił. Wypadałoby to wyjaśnić chyba? Ja bym tak wolała, wiedzieć dlaczego?. Wybacz..nie napisałam, bo w sumie nie ma konkretnego powodu. Uznał, że się psuje między nami (ostatnie kłótnie) i że nie potrafi przy mnie być i mnie wspierać. I że po prostu z "jest między nami dobrze, ale momentami źle", stało się "jest między nami źle, ale momentami dobrze" Dołączył: 2012-08-26 Miasto: Liczba postów: 28755 10 lutego 2015, 19:45 plus jest taki ze kolejnym razem nie będzie już tak bardzo bolało. Dołączył: 2008-05-20 Miasto: Za Górą Za Rzeką Liczba postów: 5503 10 lutego 2015, 19:50 lekarstwem na miłość jest nowa miłość :) i tak też się może zdarzyć nawet jeśli będziesz się zarzekała, że absolutnie nie, bo tylko ten jeden jedyny był na całe życie to jednak nigdy nie wiadomo. Wiem coś o tym. laliho 10 lutego 2015, 20:09 No niestety, tylko czas pomoże.

chłopak mnie rzucił dla innej