Watch the video for Klub Cynicznych Egoistów from KAZIK & KWARTET ProForma's Tata Kazika Kontra Hedora for free, and see the artwork, lyrics and similar artists. Z cyklu: Polska niedziela Kazik i Kwartet ProForma - Ta Droga Była Daleka (2017) Zdecydowanie warto sobie przypomnieć taką odsłonę Kazika! Prawie o Tata Kazika kontra Hedora. 2017. Piosenki Toma Waitsa. 2016. Melodie Kurta Weilla i coś ponadto. 2016. Oddalenie. 2016. Silny Kazik pod wezwaniem. 2016. Music Videos Na sławę pełne sale koncertowe i spore nakłady płyt Kazik Staszewski ciężko sam sobie zapracował Dziś ma taką pozycję że cokolwiek wyda Godzilla vs. Hedorah (ゴジラVSヘドラ,   Gojira tai Hedora) is a 2021 short film directed by Kazuhiro Nakagawa. Funded by TOHO Visual Entertainment and produced by Cine Bazar, it celebrates the 50th anniversary of the feature-length Godzilla film of the same name. It is the second in Nakagawa's "Fest Godzilla" series of shorts produced yearly for Godzilla Fest, coming after Bohužel zatím nemáme seznam skladeb pro album "Tata Kazika Kontra Hedora". Přidali jsme album na náš web bez seznamu skladeb, abyste mohli ostatním říct, co si o něm myslíte. My v LetsSingIt se snažíme poskytnout všem albům seznam skladeb. Máme velký tým moderátorů, kteří pracují na tomto dni a noci. Nebo nám můžete Opis produktu. Winyl zawiera utwory do tekstów poety Stanisława Staszewskiego, ojca Kazika. Wydawnictwo zatytułowane jest "Tata Kazika kontra Hedora", co nawiązuje do płyt Kultu "Tata Kazika" z 1993 roku i "Tata 2", która ukazała się w 1996 roku. Utwory na krążku mają różnorodny charakter – od nastrojowych ballad do mocnych bVFzgiR. Obawiałem się tej płyty. No, marzyła mi się pewnie, gdy w Kulcie grał jeszcze Banan, ale wtedy bodaj jedynym śladem twórczości poetyckiej Stanisława Staszewskiego, która w połowie lat dziewięćdziesiątych ubiegłego stulecia trafiła pod strzechy, była swobodnie potraktowana strofka, przytoczona w „Czarnych słońcach” Kultu („a w mojej głowie słońc milionami…”). Pewnie dzięki temu Kazik mógł swobodnie autoironizować rok po premierze „Taty 2”, w tytułowym utworze ze swej najsłynniejszej solowej płyty, nie mając pojęcia, że jego słowa staną się – jak sam mówi – samospełniającą się przepowiednią. Po dwudziestu latach. Za sprawą Piotra Lembicza, Przemysława Lembicza, Wojciecha Strzeleckiego, Marka Wawrzyniaka, Marcina Żmudy, a także Janusza Zdunka. I osoby, która dokonała własnej przeróbki wcześniejszej wersji miałbym wskazać trzy ulubione płyty Kultu, to pewnie znalazłoby się wśród nich miejsce dla „Taty Kazika”, ale gdyby poszerzyć krąg o cały dorobek fonograficzny Kazimierza Staszewskiego, to już raczej nie. A jednak to właśnie obie „tatowe” pozycje są tymi, do których wracam po latach zdecydowanie najczęściej. Pierwsza część wydaje mi się zbyt hiciarska, mimo wszystko, a druga… Cóż, dzieli się tak naprawdę na dwie płyty, przy czym ta „właściwa” kończy się na siódmym utworze. I jest niemal doskonała. Ale szczerze mówiąc, nie wiem, czy one powinny stanowić punkt odniesienia. Właściwie targają mną sprzeczne uczucia, sam się ze sobą kłócę i nie zgadzam. „Tata Kazika kontra Hedora” to zarówno coś nowego, jak i zanurzenie się – w chlubnej przecież – przeszłości. Inny zespół, nawet jeśli zespół towarzyszący, inni muzycy, inne podejście i ujęcie, a jednocześnie odwołanie się do sentymentów (vide oprawa graficzna płyty – i to w najdrobniejszych szczegółach). Na pewno dobrze (albo lepiej: szczęśliwie) się stało, że nie słuchamy interpretacji Kultu, tylko pięcioosobowego (ha!) Kwartetu ProForma. Może są to zbyt często takie „interpretacje środka”, nieco zachowawcze, może czasem słyszalny jest brak pewności siebie (także gdy idzie o ocenę wartości własnego odczytania intencji Poety), a sam Kazik głos ma już trochę inny (niemniej niuans, taki zupełnie drobny, w postaci wybrzmienia wersu „w ogóle cóż jest miłość warta” w „Moście” to coś pięknego), ale z drugiej strony, pozwoliło to uniknąć oczywistych wpadek, względnie propozycji co najmniej mocno dyskusyjnych sprawa, że wybór tekstów (a raczej wierszy) jest… jaki jest. Panowie mieli wybór i jakiegoś musieli dokonać, ale jak można się dowiedzieć z niedawnych wywiadów, nie pozostali konsekwentni i niekiedy sama muzyka odgrywała decydującą rolę. To przypomina mi, jak jeden z moich profesorów powtarzał, iż tekst jest niejako usłużny w muzyce, podkłada się pod melodię i jej jest podporządkowany. Wprawdzie tutaj trudno mówić bezpośrednio o czymś podobnym, ale jeśli wybór materii słownej determinowało cokolwiek poza nią samą, to… Być może żalę się tylko dlatego, że w głębi duszy chciałbym powtórki z rozrywki, takiego dławiącego sentymentalizmu, jakiejś z trudem i bez istotnego powodzenia skrywanej rozpaczy, a tutaj, nawet jeśli to dostaję, to muzyka często wyhamowuje impet, z jakim uderzają wersy, zaokrągla ich ostrze, by słuchaczowi nie stała się krzywda. Choć skoro chociażby w „Gdybym miał kogoś” sprawdza się doskonale, przede wszystkim dzięki zdumiewająco dobrej formie wokalnej pana Kazimierza, to czemu nie?Albo jeszcze inaczej: po prostu brakuje mi pewnego wiersza, w którym sytuacja liryczna sprowadzała się do tego, że podmiot czekał na autobus (nie żeby tak całkiem dosłownie i zwyczajnie), a całość kończyła się słowami „będzie nic”.Ostatecznie dostajemy kawałek wartościowej poezji, a już samo to jest wartością. Szczególnie jeśli nie kupiło się – tak jak ja – „Samotnych ludzi”. To, co znalazłem swego czasu w „Tacie mimo woli” przepisywałem sobie, poddając teksty na potrzeby własne subtelnej redakcji, a samego Staszka, jako poeta-naturszczyk (niekoniecznie samozwańczy, bo zwykłem się obrażać, gdy komuś przyszło do głowy nazwać mnie nieiroicznie poetą, bo tak to sobie może każdy), traktuję właściwie na równi z tymi, których przyjęło się uważać za największych. A gdy idzie o pewną bliskość, o prawdę, która zawsze jest najważniejsza, to był i jest mi bliższy niż większość rzeczonych twórców. I nie wiem, czy kiedyś ujął mnie w taki sposób jak teraz, konkretnie utworem „1947”, w którym z goryczą i swadą rozlicza się ze sobą i z recepcją (czy raczej brakiem tejże) swojej poezji, przywołując choćby nazwiska wielkich krytyków literackich tamtego czasu, którzy pozostają w nieświadomości, a Poecie musi wystarczyć panna Kasia. Rozumiem i znam ból, toteż moje rozbawienie jest wyłącznie oznaką głębokiego nie odnotowałem, ale momentów tak dobrych, że podobnych musiałbym chyba szukać – ja wiem – na „Czterdziestym Pierwszym” (a może nawet na niesłusznie niedocenianym „Salonie Recreativo”), jest już sporo. I przez owe momenty należy rozumieć całe utwory. Choćby te klamrowe („1947” i jakże kultowe, w tym najlepszym sensie, „Nic nie słyszę”), swawolną i przeuroczą pioseneczkę „Jest między nami obcość”, przypominającą nieco w konstrukcji „South of heaven” Slayera w wersji Acid Drinkers, a także „Most”, który z miejsca umieściłbym w kanonicznym zestawie, gdybym miał sobie ułożyć jednopłytowe „the best of” całej „trylogii”. Niewykluczone, że tak samo uczyniłbym z „Gdybym miał kogoś”, bo tutaj świetny wiersz bezsprzecznie zyskał na znaczeniu. W każdym możliwym sobie to wszystko usystematyzować i dojść do ładu ze sobą, (za)uważam, że wiele zależy może nie tyle od dobrotliwości, ile od nieoglądania się na to, co było i mogło być. Odczytać wszystkie nawiązania i kontynuacje jako odnoszące się tylko do osoby Stanisława Staszewskiego, względnie sprytny zabieg marketingowy, a do meritum podejść z czystą głową. Ludzi też nie należy w podobny sposób porównywać; ot, że ktoś, kto był, ale nie wróci, był lepszy, a teraz ktoś inny, kto jest sobą i obiektywnie stanowi wartość, będzie jedynie cieniem kogoś, kogo już nie ma, a jak wiadomo, czas sprzyja idealizowaniu. To, co było, było. I niekoniecznie „będzie nic”. Pewne rzeczy sam powinienem w końcu zrozumieć w szerszym kontekście.„Tata Kazika kontra Hedora” to dobra rzecz. Inna i znajoma. Bliska i nowa. Lepsza niż się obawiałem, gorsza niż marzyłem. Do listy rocznej powinno wystarczyć, a to jakkolwiek spojrzeć, Votes are used to help determine the most interesting content on RYM. Vote up content that is on-topic, within the rules/guidelines, and will likely stay relevant long-term. Vote down content which breaks the rules. Dla wielu fanów twórczości Kazimierza Staszewskiego do najważniejszych płyt w całej bogatej dyskografii artysty zaliczają się tytuły "Tata Kazika" i "Tata 2". Nagrany z grupą Kult w latach 90. materiał poświęcony został w całości twórczości Stanisława Staszewskiego, który był ojcem Kazika i zarazem bardem stołecznej bohemy wczesnych lat PRL-u. Kiedy wydawało się, że Kazik z repertuaru swojego rodziciela wycisnął wszystko, co się dało, dość niespodziewanie pojawił się album "Tata Kazika kontra Hedora". Kazik na okładce płyty "Tata Kazika kontra Hedora" / Płyta początkowo nazwana została "Syn Staszka", ale ostatecznie zmieniono jej tytuł na "Tata Kazika kontra Hedora". Jest to bezpośrednie nawiązanie do tekstu z utworu Staszewskiego, "12 groszy". To kolejny rozdział współpracy Kazimierza z poznaniakami z Kwartetu ProForma, z którym lider Kultu zarejestrował w 2015 roku album "Wiwisekcja". Znalazły się na nim kompozycje Nicka Cave'a, Kurta Weilla i Toma Waitsa. Staszewski najwyraźniej na tyle zaufał młodszym znajomym, że postanowił wspólnie z nimi wziąć na warsztat kolejną porcję tekstów swojego taty. Efektem tej kooperacji jest 15 kompozycji (plus intro) o balladowo-knajpianym klimacie z rockowym sznytem. O poczynaniach młodszego ze Staszewskich w ostatnich latach można mieć różne zdanie. Nie brakuje głosów, że "Kazik skończył się dawno temu na 'Kill’em All'" i już nic ciekawego nie ma do powiedzenia. Tymczasem niedawne wydawnictwo Kultu "Wstyd" było naprawdę całkiem niezłe. Dawało to spore nadzieje na to, że kolejne kroki Kazika w artystycznej karierze nie okażą się bolesnym upadkiem, na który przykro będzie patrzeć. Spieszę uspokoić, jest dobrze. Co prawda płyta "Tata Kazika kontra Hedora" nie zaskakuje w żaden sposób i jest do bólu przewidywalna, ale paradoksalnie w tym właśnie tkwi jej największa siła. Zupełnie jakbyśmy spotkali się ze starym znajomym w dusznej, zadymionej knajpie, wypili z nim jednym haustem kilka setek czystej i zaczęli prowadzić pijackie rozmowy. Jest więc wesoło, rubasznie, ale gdy któregoś z was weźmie na osobiste zwierzenia, robi się również poważnie. Nie wiem, czy to był zamierzony efekt, ale produkcja brzmi jakby żywcem wyjęta z lat 90., przez co całość nabiera specyficznego, szorstkiego klimatu. W rolach głównych występują tutaj: gitara elektryczna i akustyczna, bas, akordeon, pianino, tamburyn i trąbka, a więc zestaw instrumentów, który każdy szanujący się fan Kazika zna na pamięć. Kwartet ProForma i Kazik brzmią nie tylko znakomicie, ale i potrafią z łatwością wytworzyć odpowiedni nastrój. Autentyczny i bezpretensjonalny. Zupełnie jakby wszyscy panowie urodzili się w pierwszej połowie XX wieku. Przykłady? Mamy tu jarmarczne kompozycje "1947" i "Jest między nami obcość", wyjęte jakby żywcem z folkloru Polski Ludowej piosenki "Ta droga była daleka", "Leonardo", mocniejsze uderzenia w postaci "Klubu cynicznych egoistów" i "Apelu poległych" (czyżbym słyszał tu wczesne Black Sabbath?), a także niezwykle nastrojowe ballady "Ogrodnik" oraz "Zmysłowa i pijana". Sprawdź tekst utworu "Ta droga była daleka" w serwisie Brakuje tutaj co prawda ponadpokoleniowych przebojów na miarę "Baranka" czy "Celiny", ale większość melodii z miejsca wpada w ucho i nie chce z niego wylecieć. Myślę też sobie, że Kazik mógłby chwilami śpiewać bardziej, hmm, pijacko? Brakuje tego zdartego, niedbałego wokalu z płyt "Tata" i "Tata 2". Ale pewnie nie można mieć wszystkiego, dlatego trzeba cieszyć się tym, że Staszewski jest w formie i zdecydowanie nie powiedział nam jeszcze ostatniego słowa. Kazik & Kwartet ProForma "Tata Kazika kontra Hedora", SP Records 7/10 Płyta “Tata Kazika kontra Hedora” światło dzienne ujrzała w 2017 roku. Teraz Kazik i Kwartet ProForma prezentują kolejny singiel z najnowszego wydawnictwa. Krążek “Tata Kazika kontra Hedora” stał się hitem na krótko po premierze, szybko zdobywając status złotej płyty. Na album składają się kompozycje do wierszy Stanisława Staszewskiego, stworzone przez jego syna Kazika oraz Kwartet ProForma w składzie: Przemysław Lembicz, Piotr Lembicz, Wojciech Strzelecki, Marek Wawrzyniak, Marcin Żmuda. Zaprezentowany niedawno klip do piosenki “Gdybym miał kogoś” przedstawia fragmenty koncertu Kazika i Kwartetu ProForma, który muzycy zagrali w trakcie poznańskiego festiwalu LuxFest. Obecnie zespół jest w trasie koncertowej – muzycy wystąpią między innymi w Świdnicy ( Szczecinie ( Opolu ( Chełmie ( a także wielu innych miejscowościach. Na żywo Kazik i Kwartet wykonują repertuar nie tylko z najnowszej płyty, “Tata Kazika kontra Hedora”, ale także wcześniejszej “Wiwisekcji” oraz covery piosenek sygnowanych przez Kazika Staszewskiego. Informacje o wykonawcach znajdziecie na i Tata Kazika kontra Hedora (Limited Edition Vinyl).Wydawnictwo:SP RecordsProdukt jest aktualnie niedostępnyOPISWinyl zawiera utwory do tekstów poety Stanisława Staszewskiego, ojca Kazika. Wydawnictwo zatytułowane jest „Tata Kazika kontra Hedora”, co nawiązuje do płyt Kultu „Tata Kazika” z 1993 roku i „Tata 2”, która ukazała się w 1996 roku. Utwory na krążku mają różnorodny charakter – od nastrojowych ballad do mocnych rockowych brzmień. DODATKOWE INFORMACJEISBN-13:5998877665543Data wydania:20 czerwiec 2017Numer katalogowy:455830Lista recenzji jest pustaDOSTAWADARMOWA dostawa powyżej 299 zł!Realizacja dostaw poprzez:OPINIE To już trzecie podejście Kazika Staszewskiego do twórczości swojego ojca. Dwie poprzednie płyty stały się na naszym rynku wydarzeniem. Czy ta płyta ma szansę na odniesienie podobnego sukcesu? Chyba jednak nie. Pierwsze przesłuchanie płyty nasunęło wniosek, że Kazikowi świetnie udało się przenieść przesłanie swojego ojca. Słyszymy tutaj całą barwę znaczeń z minionych epok. I nawet nie przeszkadzała mi pewna „amatorskość” muzyki większości piosenek, bo przecież twórczości Staszewskiego-ojca nie można oceniać przez pryzmat wielkiej sztuki. Tu bardziej chodzi o zapis tamtych czasów. Bo właśnie autentyczność i pewna surowość są tu głównymi atutami. Bardzo się rozczarowałem dowiedziawszy się, że cała muzyka na płycie to kompozycje współczesne. Szkoda, że kompozytorom (Kazik Staszewski + Kwartet Proforma lub Kwartet Proforma + Kazik Staszewski) nie udało się dotrzeć do tekstów, tak, aby muzyką nie robić im krzywdy. W niektórych piosenkach tekstowa prosta fraza jest tak mocno podkreślona niedopasowaną muzyką, że razi swoim „ogniskowym” charakterem. Ciekawe są piosenki w charakterze lekko biesiadnym, ale zdecydowanie o czymś: „Ta droga była daleka”, „Klub cynicznych egoistów”, „Jest między nami obcość” i „Kongres nauki Polskiej”. Taki repertuar, charakterystyczny i typowy dla Kazika, jest potwierdzeniem konsekwencji artystycznej. Najciekawsze jednak są dwa, nie tak przebojowe utwory. Świetnie wykonany „Starszy asystenty John” sprytnie nawiązuje do wiersza „Skumbrie w tomacie” Gałczyńskiego. Moją uwagę zwrócił też odważny „Leonardo” – takich tekstów dzisiaj już śpiewać nie wolno, bo są niepoprawne polityczne. Podziwiam więc Kazika, że odważył się wykorzystać tekst polemizujący z normami społecznymi, bo to najlepszy przykład twórczej odwagi i niezależności ojca, ale także syna. W wielu piosenkach słyszę wyraźne nawiązanie stylistyczne do pieśni Jacka Kaczmarskiego. I to bynajmniej nie jest komplement – zawsze uważałem, że piosenka to połączenie dobrej muzyki z interesującym tekstem. W każdym przypadku, gdy któryś z tych elementów jest zdecydowanie wiodący, dochodzi do sporego zgrzytu. Bo jeśli ktoś napisał świetny tekst, to niech go da dobremu kompozytorowi, albo wyda drukiem. Podobnie z muzyką – nie każda udana kompozycja musi stać się piosenką, bo jeśli ma współistnieć z nieudanym tekstem, to jej po prostu szkoda. I prawdopodobnie dlatego tak bardzo cenię dobre utwory instrumentalne wielu artystów, bo wyrażenie emocji poprzez samą muzykę, to wyższa szkoła wtajemniczenia. Na tej płycie nie ma tak udanych tworów jakie udało się nagrać Kazikowi na dwie poprzednie płyty z tekstami ojca. Jeśli ktoś więc spodziewa się przebojów na miarę słynnego „Baranka”, to raczej się zawiedzie. Ważne jednak, że Kazikowi Staszewskiemu udaje się odkurzać kolejne zapomniane teksty ojca, bo to świadczy o naszej tożsamości i artystycznej tradycji. I nie mam wątpliwości, że nikt tak dobrze nie wejdzie w głąb twórczości Staszewskiego, jak jego syn. 6/10

tata kazika kontra hedora recenzja